Bieszczady to oczywiście nie tylko Połoniny i Tarnica. Jeśli chcecie zobaczyć ich mniej zaludnione oblicze, ale wciąż niedaleko od Wetliny, proponujemy wycieczkę na Smerek i zejście do bacówki w nieistniejącej już wsi Jaworzec.
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | czerwony + czarny + brak |
| Liczba kilometrów: | 19 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 707 m ↑ 707 m ↓ |
| Schroniska: | Bacówka PTTK Jaworzec |
| Atrakcje dodatkowe: | widoki na Połoniny |
| Trasa: | Kalnica – Smerek – Przełęcz Orłowicza – Jaworzec – Kalnica |
| Szczyty: | Smerek (1222 m n.p.m.), Wysokie Berdo (968 m n.p.m.), Krysowa (840 m n.p.m.) |
| Pasmo górskie: | Bieszczady |
| GOT: | 26 punktów |
Auto zostawiamy na parkingu w Kalnicy (30zł/doba), ale spokojnie można też próbować łapać stopa, żeby dostać się w to miejsce. Jeżeli chodzi o busy, to nie wiemy, ale podejrzewamy, że jeżdżą też tędy aż do Cisnej.
Czerwony szlak na Smerek
Wchodzimy na czerwony szlak – początkowo szeroką drogą o małym nachyleniu, którą zwożone jest (akurat trafiliśmy na to) drewno z wycinki. Jednak uwaga! Przy budce z biletami wstępu do BPN trzeba skręcić ostro w prawo w wąską ścieżkę w dół. I teraz już robi się dziko. Idziemy przez las ścieżkami typowo leśnymi – czasem trochę bardziej stromo, ale ogólnie bardzo przyjemnie. I jesteśmy na szlaku całkiem sami.


Wchodzimy na teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego – niestety tablica z nazwą parku jest cała oklejona naklejkami. Ale jedna nam się podoba: “Spacer – nigdy nie odjedzie Ci sprzed nosa. Loesje”.


Kawałek dalej trafiamy (jak na każdym szlaku bieszczadzkim do tej pory) na wiatę wypoczynkową i na pierwszych widzianych dzisiaj innych turystów.

Jeszcze trochę przejścia przez las i powoli wychodzimy na połoniny. Przez nami majestatycznie pręży się Smerek, a za naszymi plecami pojawiają się mniej znane bieszczadzkie szczyty. W każdą stronę widok jest niesamowity.


Smerek
Trochę zaczyna kropić i po kamieniać ostro pod górę docieramy na szczyt. Smerek jednak wita nas już bez deszczu za to ładnymi widokami na południe (np. na szlak graniczny, Dział i Rawki).




Przełęcz Orłowicza
Po krótkim odpoczynku i zjedzeniu jagodzianek idziemy dalej. Schodzimy po kamieniach na Przełęcz Orłowicza, na której byliśmy już podczas trasy od Chatki Puchatka do Wetliny. Tym sposobem, łącząc obie te wycieczki, zdobyliśmy całą Połoninę Wetlińską. Która jej część jest bardziej warta zobaczenia? Obie!


Czarny szlak z Przełęczy Orłowicza do Jaworca
Na Przełęczy Orłowicza wchodzimy na zaczynający się tu szlak czarny. Wiedzieliśmy, że tu będzie bardziej dziko – nie jest to popularny szlak, który każdy w Bieszczadach “musi” przejść. Jednak dzikość tego szlaku nas trochę zaskoczyła. Po drodze spotkaliśmy tylko 4 osoby: jedną zaraz na samym początku (a więc mogła iść szlakiem żółtym, a nie czarnym, bo na tym odcinku są dwa) i trzy tuż przy bacówce Jaworzec.


W początkowym odcinku szlaku przez połoniny nie widać ścieżki 🙂 Jest mocno zarośnięty trawami, przez co wydaje się, że wchodzimy w morze traw i nie ma tu przejścia. Ale przejście jest, tyle że wąską ścieżką. Żeby zlokalizować ciut dalszy przebieg szlaku, bardzo pomocne są znajdujące się tu tyczki.

Paradoksalnie więcej przestrzeni i mniej klaustrofobicznie robi się, gdy w końcu wchodzimy do lasu. Tutaj szlak jest dobrze widoczny, gdy prowadzi między starymi bukami. Zupełnie inny świat.

Po drodze do bacówki przechodzimy jeszcze przez 2 polanki, z czego na ostatniej wśród traw jest też sporo pokrzyw, więc trzeba uważać. W jednym miejscu wychodzimy na leśną drogę i tu trzeba uważać, żeby dobrze wejść dalej z powrotem na szlak (na prawo w wąską ścieżkę).
Bacówka PTTK Jaworzec
W końcu docieramy do bacówki PTTK Jaworzec. Jest to kolejne schronisko, które w ciągu ostatnich 10 lat przeszło ewidentnie remont. Jedno jednak się nie zmieniło: prośba na wejściu o zdjęcie butów 🙂 Gdzie indziej pewnie nikt by tego nie robił, tu jednak panuje taki klimat, że bez narzekania każdy te budy zdejmuje i zmienia na wyłożone na szafeczce klapki (albo i nie, w skarpetkach też jest dobrze!).



Niestety naleśników z borówkami już nie ma. Zamawiamy fuczki i naleśniki z nutellą – też są pycha!


Przejście z bacówki Jaworzec do parkingu w Kalnicy
Teraz przed nami najgorsze – powrót na parking. Ze schroniska wychodzimy dalej czarnym szlakiem.


Po drodze trafiamy na kilka tablic informacyjnych o zaginionych Bieszczadach i wsiach, których już nie ma tutaj, jak właśnie Jaworzec.


Warto też zatrzymać się przy tablicy edukacyjnej dotyczącej niedźwiedzi. Wiecie, jak się zachować, gdy spotkacie na szlaku jednego z nich?


Gdy mijamy ostatnie takie tablice i placyk chyba pełniący rolę parkingu, zaczyna się żmudny marsz asfaltem wzdłuż Wetlinki. Jak na złość nie jedzie żadne auto, bo liczymy po cichu na podwózkę. Ale trzeba drałować. W Kalnicy mijamy sporo domów, po czym skręcamy w lewo i idziemy poboczem ruchliwej drogi (tej głównej Cisna – Wetlina). O ile wcześniejszy odcinek był żmudny, to chociaż był bezpieczny. Tu idzie się bardzo nieprzyjemnie. Mijamy jeszcze rezerwat przyrody i na szczęście w końcu docieramy z powrotem na parking.

Czy było warto? Oj tak! Wciąż blisko Wetliny i rejonów mocno turystycznych, a już w dzikości Bieszczad. Trzeba by tylko jakoś inaczej rozwiązać kwestię przedostania się z bacówki Jaworzec z powrotem na parking, to jeszcze wymaga doprecyzowania. Reszta trasy cudowna!
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
