Nasz ostatni szczyt KGP czyli Radziejową postanowiliśmy zdobyć trochę inaczej. Idziemy na dwudniową wycieczkę przez Beskid Sądecki, a jutro przez Pieniny.
| Rodzaj trasy: | od punktu A do punktu B |
| Szlak: | żółty + czarny + niebieski + czerwony + niebieski |
| Liczba kilometrów: | ok 23 km |
| Trudność: | łatwa / średnia |
| Przewyższenia: | 1286 m ↑ 892 m ↓ |
| Schroniska: | Bacówka pod Bereśnikiem, Schronisko PTTK na Przehybie, Bacówka na Obidzy |
| Atrakcje dodatkowe: | widoki na Pieniny, wieża widokowa na Radziejowej |
| Trasa: | Szczawnica – bacówka pod Bereśnikiem – Przehyba – Radziejowa – Obidza |
| Szczyty: | Bereśnik (843 m n.p.m.), Czeremcha (1141 m n.p.m.), Wielka Przehyba (1191 m n.p.m.), Złomisty Wierch (1224m n.p.m.), Mała Radziejowa (1207 m n.p.m.), Radziejowa (1266 m n.p.m.), Wielki Rogacz (1182 m n.p.m.), Mały Rogacz (1164 m n.p.m.) |
| Pasmo górskie: | Beskid Sądecki |
| GOT: | 29 punktów |
Tym razem wybieramy się na wycieczkę w nowej formule: dwudniowy trekking ultra light, czyli z małymi plecaczkami, minimum rzeczy i noclegiem m.w. w połowie naszej pętli. Żeby zrealizować ten pomysł planujemy trasę ze Szczawnicy przez Radziejową na Obidzę i powrót przez Wysoką. Pomysł bardzo dobry i wydawałoby się, że nie będzie żadnych problemów z realizacją. Nie do końca…
W Szczawnicy parkingów jest mnóstwo, a największy z nich przy kolejce na Palenicę leży dosłownie na szlaku, którym chcemy wędrować. Rano miejsca do zaparkowania dużo i wydawałoby się, że wszystko idzie zgodnie z planem. A jednak nie do końca. Można tu zostawić auto tylko na kilka godzin, maksymalnie do końca dnia. A my potrzebujemy zostawić je na dwa dni.
Zaczyna się szukanie parkingu. Robi się coraz później, więc coraz więcej miejsc jest już zajmowanych, a co za tym idzie, jest coraz trudniej. W końcu znajdujemy kawałek dalej parking u Kuby. Serdecznie go polecamy, bo nie dość, że nie ma problemu z zostawieniem samochodu na dłużej, to jeszcze jest taniej (25zł/doba) i z monitoringiem. Bardzo dobra miejscówka!
Po perypetiach parkingowych w końcu możemy ruszyć na szlak. Od parkingu u Kuby przechodzimy wzdłuż głównej drogi z powrotem w okolice kolejki na Palenicę i wkraczamy na żółty szlak przez centrum w lewo.
Żółty szlak ze Szczawnicy do Bacówki pod Bereśnikiem
Przechodzimy koło Parku Dolnego i przez centrum Szczawnicy. Przy domu towarowym Halka skręcamy w lewo i droga robi się trochę bardziej pod górę. Idziemy eleganckim deptakiem, mijając Park Górny i sanatorium „Inhalatorium”. Wchodzimy na niewielki Plac Dietla otoczony bardzo ładnymi budynkami: pijalnią wód leczniczych i muzeum uzdrowiska Szczawnica. Idziemy dalej i w lewo, coraz bardziej pod górę między ostatnimi domami i za jednym z nich ponownie skręcamy w lewo już w las.

Przechodzimy przez las, po chwili pojawiają się pierwsze widoki na Szczawnicę i Krościenko. Dodatkową atrakcję stanowią nietypowe drogowskazy na drzewach.


Im wyżej jesteśmy, tym droga bardziej zakręca i pojawia się coraz więcej widoków na całe pasmo Małych Pienin. I co ciekawe, u góry mijamy kilka domów i gospodarstw.

Bacówka pod Bereśnikiem
Po ok 4 km docieramy do bacówki pod Bereśnikiem. To urocze, klimatyczne miejsce z przepięknym widokiem na Wysoką i całe pasmo, którym jutro będziemy wędrować. Przed wejściem stoją charakterystyczne buty pełniące rolę doniczek, a i w środku jest ciekawie.


Zamawiamy szarlotkę z wiśniami na gorąco i bitą śmietaną – pycha! Zwłaszcza z takim widokiem 🙂 a do tego oryginalna lemoniada – z sumaku, który rośnie za bacówką. A i jedna uwaga: płatność tylko gotówką lub ewentualnie blikiem.


Wkraczamy w pasmo Radziejowej
Z bacówki wędrujemy dalej. Przechodzimy do góry przez Bereśnik czarnym szlakiem, po czym schodzimy do Sewerynówki, z której można wrócić niebieskim szlakiem do Szczawnicy w prawo. W lewo natomiast (coś dzisiaj jesteśmy bardzo lewoskrętni!) niebieski szlak prowadzi nas dalej ku celowi naszej wędrówki.
Wchodzimy na teren Popradzkiego Parku Krajobrazowego i początkowo musimy się trochę napocić na dość stromym odcinku przez ok 3 km.


W końcu wychodzimy na szerszą drogę, a co najważniejsze bardziej płaską. Idzie się więc łatwiej, ale za to co chwilę mija nas grupa elektrorowerzystów, którzy podjeżdżają szybko koło nas, za jakiś czas zatrzymują się, my ich mijamy, po chwili oni ruszają i tak w kółko… Na szczęście szlak rowerowy na pewnych odcinkach biegnie inaczej, a pieszy skrótami bardziej stromo i przez szczyt Czeremcha.


Przehyba
W końcu docieramy na miejsce! Najpierw przed nami bliziutko pojawia się nadajnik, który od początku był widocznym wyznacznikiem tego miejsca, bo dobrze wyróżnia się ponad drzewami. A za nim podchodzimy trochę pod górkę na Małą Przehybę do wielkiej ławki widokowej. Fajne miejsce na małą sesję fotograficzną z nazwą szczytu.


W schronisku nie ma bardzo dużo ludzi. Zresztą stolików przed nim jest sporo. My wybieramy miejsce na tarasie za schroniskiem. Z widokiem na Pieniny i Tatry w cieplutkim słoneczku nawet zwykły kotlet smakuje jak największy rarytas! A trzeba przyznać, że i smakowo był niezły.




Po obiedzie i dłuższym odpoczynku ruszamy w dalszą wędrówkę. Trzymamy się czerwonego szlaku i przechodzimy przez szereg większych i mniejszych szczytów (w tym Wielką Przechybę), a więc droga trochę faluje i nie jest monotonnie. Niestety grupa elektrorowerzystów kontynuuje wielokrotne wymijanie nas, co teraz robi się nieprzyjemne i wręcz niebezpieczne, bo na każdym zejściu na kamieniach wyobrażamy sobie, jak jakiś kamień odskakuje spod opony pędzącego elektroroweru i trafia w nas. Albo elektrorowerzysta przewraca się o koła elektroroweru nas podcinają. Szczęśliwie nic złego się koniec końców nie dzieje, a ich ekipa rozdziela się na mniej i bardziej zaawansowaną, więc jedni całkiem zjeżdżają innym szlakiem a drudzy wyprzedzają nas i kończy się zatrzymywanie co chwila. Tyle tylko, że widoki co jakiś czas odsłaniają się spomiędzy drzew na szlaku i jest przepięknie.

Radziejowa
I mamy to! Komplet KGP i ostatni szczyt do zdobycia, czyli Radziejowa.

Gdy elektrorowerzyści odjeżdżają, a jedna grupka trunkujących turystów odchodzi, zostajemy tu zupełnie sami. Tylko my, Radziejowa, cisza i zbliżające się ku zachodowi słońce. Również wieża widokowa, na którą po prostu trzeba wejść, jest cała nasza.


A te widoki… Znamy sporo wież widokowych w tych regionach, ale chyba stąd panorama na wszystkie strony świata jest najlepsza – a może to kwestia dzisiejszej cudownej widoczności daleko? Widać szereg pasm górskich, w tym oczywiście Tatry, Pieniny, resztę Beskidu Sądeckiego, Gorce, Beskid Wyspowy, Beskid Niski, a nawet Babią Górę w oddali. Do tego kilka pasm słowackich, no i pogórza i miejscowości w dolinach, a nawet wijący się Dunajec.




Zachód słońca
Słońce jest już coraz niżej, a przed nami jeszcze jakieś 1,5 godziny marszu, więc musimy się zbierać. Zejście w stronę wschodnią z Radziejowej jest dość strome i co gorsza kamieniste, więc nie jest tak łatwo. Po drodze jeszcze „zdobywamy” Wielkiego Rogacza, a niedaleko za nim wychodzimy z lasu na polany. Tu widoki są jeszcze bardziej bajeczne!


W końcu dochodzimy do Przełęczy Obidza i dalej czerwonym szlakiem wchodzimy na asfalt i docieramy na nocleg. A opcji noclegowych jest tu dość: bacówka i kilka kwater prywatnych i domków, a jakby co to niżej znajduje się nawet hotel przy wyciągu w Suchej Dolinie. Wiadomo, że trzeba wcześniej dokonać rezerwacji, ale raczej nie powinno być problemu z fajnym noclegiem na samej Obidzy.
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
