Piaski już nas tak nie atakują na szlakach trasy Włocławek – Toruń. Włocławek nieprzyjazny rowerzystom. Tężnie w Ciechocinku robią wrażenie! A Toruń to wprost perełka!
| Rodzaj trasy: | długodystansowa |
| Szlak: | Wiślana Trasa Rowerowa, szlak Czersk-Włocławek, EuroVelo 2 |
| Liczba kilometrów: | 82km |
| Trudność: | łatwa/średnia (dużo dróg z samochodami i tirami) |
| Przewyższenia: | 740 m ↑ 760 m ↓ |
| Podłoże: | asfalt, piasek, szutry |
| Drogi: | drogi o małym, średnim i dużym natężeniu ruchu, drogi i ścieżki leśne, ścieżki rowerowe |
| Atrakcje dodatkowe: | Włocławek (bulwary, pałac biskupi, rynek), Ciechocinek (tężnie, park zdrojowy, aleja gwiazd), Toruń (panorama miasta, krzywa wieża, ruiny zamku, rynek, mury miejskie, figurki aniołów) |
| Ślad GPX |
Włocławek
Pierwsze kilometry tego dnia kręcimy z miejsca noclegu w Michelinie do Włocławka. Michelin to taka sypialnia Włocławka, a patrząc na połączenie drogowe i rowerowo-piesze, wcale się nie dziwimy. Cały czas jedziemy eleganckim CPR-em za linią drzew odgradzającą nas od samochodów.
Gorzej się robi, gdy wjeżdżamy już do samego miasta. Najpierw elegancka ścieżka rowerowa wzdłuż obwodnicy, jednak im bliżej centrum, tym gorzej. Żadnych ścieżek, żadnych pasów rowerowych, a do tego spory ruch samochodowy i autobusowy.
W samym centrum nie zmieniamy zdania o tym mieście. Rynek robi wrażenie… kiepskawe. Niby rewitalizują zieleń, jest napis „Włocławek” i teoretycznie wszystko OK, ale dookoła rynku w większości stare PRL-owskie budynki. A już najgorsze wrażenie robi blok z wielkim napisem SDH Kujawiak. Relikty przeszłości.


Włocławski fajans
Ruszamy na poszukiwanie magnesu w stylu talerzyka fajansowego – oczywiście nie ma. Na rozkopanej ulicy znajdujemy jedno miejsce, gdzie udaje się nabyć magnes z otwieraczem do piwa (swoją drogą strasznie głupi wynalazek, po co to komu, a płaci się więcej) z motywem włocławkowych kwiatków. Muzeum fajansu zamknięte – jest poniedziałek.

Przejeżdżamy przez stary rynek – wyjątkowo nieładny. Nawet namalowany niedaleko mural reklamujący włocławski fajans niby jest ładny, ale otoczenie śmieci stanowczo nie podbija jego walorów wizualnych. Na dodatek nigdzie nie możemy natrafić na otwartą kawiarnię – jedna jest na rozkopanej ulicy (co zrobić z rowerami?), a inna jest zamknięta akurat dzisiaj ze względu na po-majówkę.

Bulwary wiślane
Zjeżdżamy przez całkiem ładny park wzdłuż rzeczki Zgłowiączki na bulwary. Już park jest zielony i przyjazny. Bulwary i okolice Wisły robią też dobre wrażenie. Czyli jest coś fajnego we Włocławku! Zresztą może po remontach i centrum miasta będzie przyjemne? Bulwary, widać, że są niedawno wyremontowane – jest promenada z deptakiem i ścieżką rowerową, są krzaki, są ławeczki. Na ścieżce rowerowej jest licznik rowerzystów.

Dobrze widać stąd Most Marszałka Rydza-Śmigłego – kiedyś podobno był najdłuższy w Polsce (teraz już na pewno nie – sami w następnych dniach będziemy przejeżdżać dłuższymi). Ładnie z tego miejsca prezentuje się też Pałac Biskupi.


Z bulwarów wydostajemy się przez most zakochanych nad Zgłowiączką, z którego można podziwiać w jednym kierunku przystań, w drugim katedrą, a w trzecim dojazd z parku Sienkiewicza.


Wiślana Trasa Rowerowa i szlak Czersk-Włocławek
W Włocławka wyjeżdżamy ścieżką rowerową wzdłuż dużej, ruchliwej ulicy. Trochę jakby jechać wzdłuż Opolskiej lub Zakopiańskiej. Nie należy to do przyjemności, ale trzeba przyznać, że ścieżka jest OK.
Dzielnica przemysłowa
I całe szczęście, że jest ścieżka, bo po kilku kilometrach zjeżdżamy z niej z ul. Toruńskiej w jakieś zagłębie przemysłowe. Mimo miejsca nie ma tu żadnych ścieżek, chodników czy nawet pobocza. A tiry pędzą do zakładów i magazynów. Koszmar! Przez ok 3 km jedziemy spychani przez tiry. Niby specyfika dzielnicy przemysłowej, ale kto prowadzi w takim miejscu i takich warunkach szlak rowerowy? Gdyby była tu ścieżka/chodnik/pobocze/cokolwiek byłoby to nawet ciekawe.
Na całym tym odcinku kilku kilometrów mijamy po lewej zakłady produkujące nawozy azotowe i tworzywa sztuczne, więc byłoby co oglądać. A przy tym nie śmierdzi tu tak jak pod Policami (ale tam była ścieżka rowerowa przez całe przemysłowe tereny).

Dalej robi się spokojniej, choć cały czas jedziemy drogą. Pojawiają się wioseczki i miasteczka, więc robi się bezpieczniej i przyjemniej. Przybliżamy się do Wisły, więc można nawet zjechać nad rzekę posłuchać rechotu żab (jest ich tu mnóstwo!).



Za Nieszawą pojawia się ścieżka rowerowa lecąca aż do Ciechocinka. Jest tu też więcej pól i lasów niż wcześniej tego dnia. Dodatkową atrakcję stanowią kolorowe przystanki autobusowe – koniecznie ich wypatrujcie.


Ciechocinek
W Ciechocinku od momentu gdy zbliżamy się do centrum, klimat iście sanatoryjny i urlopowy. Wczuwamy się w ten „vibe” i idziemy na wyczekiwaną od Włocławka (czyli od jakichś 45km) kawę.

Mamy wrażenie, że cała miejscowość to budynki sanatoryjne (niektóre piękne) i parki, skwery. I oczywiście deptaki w tym ten z aleją gwiazd.


W informacji turystycznej przy ul. Zdrojowej trafiamy na makietę tężni – taka ciekawostka.

Następnie zmierzamy do Parku Zdrojowego. Ile tu jest atrakcji! Poza samymi zielonymi terenami spacerowymi, jest piękna fontanna, ptaszarnia i pijalnia wód w niezwykle charakterystycznym budynku. Za nią muszla koncertowa i kolejna fontanna – symbol Ciechocinka – fontanna Jaś i Małgosia.




Z ociąganiem wyjeżdżamy z Parku Zdrojowego, ale jeszcze największe atrakcje przed nami. Przejeżdżamy niedaleko i trafiamy na zminiaturyzowaną wersję Krupówek. Czyli jesteśmy już blisko! I oto pojawia się! Tężnia nr 1!

Tężnie w Ciechocinku to jedna z najbardziej znanych atrakcji uzdrowiskowych w Polsce – zarówno turystycznie, jak i zdrowotnie. Jest nie jedna, ale aż trzy tężnie, z czego aktywna i robiąca największe wrażenie jest właśnie tężnia nr 1. Wyczytaliśmy, że we trzy są ustawione w podkowę, ale można by się tu spierać.

Jest to największa tego typu drewniana konstrukcja w Europie o łącznej długości ok. 1740 m. Wejście na ich teren w weekendy jest płatne. Mają wysokość 15-16m i na tężnię nr 1 można wejść za 16 zł. Od razu zaznaczamy, że nie warto – za taką cenę spodziewaliśmy się spaceru po całej tężni od jej jednego końca do drugiego. Przejść można może 20m w jedną i drugą stronę, a widoków stąd nie ma ciekawych.


Za Ciechocinkiem
Z żalem opuszczamy Ciechocinek. Aż do Torunia jedziemy trochę drogami o małym natężeniu ruchu, trochę drogami leśnymi. Trafiamy nawet na dwa MOR-y, w tym jeden MOR Wiślanej Trasy Rowerowej (chyba pierwszy na trasie, choć mogliśmy jakiś pominąć).


Nie obywa się też bez fragmentu piaszczystego – ale szczęśliwie tym razem jest niewielki. W połowie drogi między Otłoczynem a Brzozą dokładnie na przebiegu szlaku jest budowa. Ale tu wielki plus dla gminy lub dla wyznaczających szlak – trzeba patrzeć na drzewa, bo jest wyznaczony objazd (niestety niesygnalizowany żadnymi tabliczkami). Kilka metrów ZA skrętem na szlak z oficjalnego gpx jest skręt w las na uroczy singielek, którym omija się wykopki.

Toruń
Docieramy do Torunia. Pierwszy obligatoryjny przystanek na trasie to punkt widokowy na stare miasto na platformie widokowej przy rezerwacie przyrody Kępa Bazarowa. Super widok!

Szlak toruńskich aniołów
Przejeżdżamy przez most nad Wisłą, żeby przedostać się na prawy brzeg, gdzie umieszczone jest centrum miasta. Już tu na moście spotykamy pierwszego z przedstawicieli szlaku toruńskich aniołów. Wszystkie anioły z ich lokalizacjami znajdziecie tutaj.

Miasto robi na nas niesamowite wrażenie – zwłaszcza w kontraście do Włocławka. Tu jest pięknie, gdzie nie spojrzysz, to jest coś ładnego. Jest to jedno z najstarszych miast w Polsce (prawa miejskie 1233, czyli ponad 20 lat przed Krakowem).

Rynek Nowomiejski
Wszędzie znajdziecie brukowane uliczki (niekoniecznie fajne do jazdy rowerem) i ceglane kamienice, tworzące razem klimat „średniowiecza na żywo”. Pierwsze kroki stawiamy na Rynku Nowomiejskim z kościołem św. Jakuba na środku. Jak tu cicho i spokojnie.


Następnie powoli przybliżamy się ku bardziej turystycznym rejonom. Trafiamy na Teatr Baj Pomorski i okolice amfiteatru. Wszystko oczywiście ładne ceglane.


Smok toruński
Specjalnie podjeżdżamy na ul. Podzamcze, żeby przywitać się ze Smokiem Toruńskim. Może jest w remoncie, może śpi… jest zasłonięty 🙁 Trochę się go naszukaliśmy i poza nakryciem ze skrzyni znaleźliśmy tylko stosowny mural obrazujący legendę. Jeżeli liczycie na opowieść o rycerzach i królewnach, srogo się zawiedziecie. Legenda o smoku toruńskim to jedna z mniej znanych, ale bardzo ciekawych legend Torunia — bo opiera się na spisanych relacjach świadków, a nie tylko bajce. W roku 1746 dwoje Torunian (mistrz ciesielski Johann Hieronomi i żona żołnierza Katarzyna Storchin) zgłosili, że nad miastem pojawiło się 2-metrowe stworzenie przypominające jaszczurkę lub węża z łapami. Koniec. Pewnie smok SPIERNICZYŁ 😉


Ruiny zamku krzyżackiego
Tuż obok są ruiny zamku krzyżackiego. Niestety jest już późno, więc jest zamknięte, ale dużo widać zza płotu. Co ciekawe zamek ten był wewnątrz murów miejskich. Był to najstarszy zamek krzyżacki (ok. 1236 r.) na Ziemi Chełmińskiej i jedna z pierwszych murowanych twierdz zakonu, do tego w nietypowym kształcie podkowy. Dziś pozostały tylko ruiny, ponieważ w 1454 roku mieszkańcy Torunia się zbudowali przeciwko Krzyżakom, zdobyli zamek i go rozebrali, a cegły wykorzystali do dalszej budowy swojego miasta.




Mury miasta i bulwary Wisły
Toruń ma jedne z najlepiej zachowanych średniowiecznych murów obronnych w Polsce. Ich budowę rozpoczęto w XIII w. najpierw jako umocnienia drewniano‑ziemne, potem ceglane, które przetrwały do dziś. W ramach murów zachowało się też kilka bram i baszt. Całość bardzo fajnie widać od strony Wisły, gdzie z przyjemnością można pospacerować po promenadzie. Wśród baszt bardzo charakterystyczna jest Krzywa Wieża – ma wysokość 15m (tyle co tężnie w Ciechocinku 🙂 ) i odchylenie od pionu ok 150cm.




Mikołaj Kopernik
Jeśli Toruń, to oczywiście Mikołaj Kopernik. Wszyscy bowiem wiedzą, że „Mikołaj Kopernik to stary piernik, mieszkał w Toruniu” itd 🙂 Urodził się 19 lutego 1473 roku właśnie w tym mieście. Na ulicy jego imienia podziwiać można jego dom.


A w licznym ze sklepików (lub nawet w sklepie fabrycznym Kopernik) koniecznie trzeba kupić pyszne pierniki.
Rynek Staromiejski
Na koniec trafiamy na Rynek Staromiejski z ogromnym ratuszem, pomnikiem Kopernika (a jakże!) i bogato zdobionymi kamienicami wokół – co jedna to ładniejsza, a wszystkie odnowione, kolorowe. Cudeńko!





Co jeszcze jest super w Toruniu, to Manekin – nasza ulubiona naleśnikarnia. To tu powstał pierwszy lokal i teraz są aż trzy. Tylko dlaczego nie ma jeszcze żadnego w Krakowie?!?

Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
