Z Kwidzynia kierujemy się na Pruszcz Gdański po drodze mijając sporo atrakcji. Jechałoby się bardzo dobrze, gdyby nie ten wiatr…
| Rodzaj trasy: | długodystansowa |
| Szlak: | Po Dolinie Wisły, EuroVelo 9, szlaki lokalne na Żuławach |
| Liczba kilometrów: | 92 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 710 m ↑ 700 m ↓ |
| Podłoże: | asfalt, płyty betonowe, piasek, szutry |
| Drogi: | wały Wisły, drogi o małym, średnim i dużym natężeniu ruchu, ścieżki rowerowe |
| Atrakcje dodatkowe: | Gniew (zamek krzyżacki), Tczew (most tczewski, rynek, bulwary), ruiny zamku Grabiny-Zameczek, Żuławy Wiślane, Pruszcz Gdański |
| Ślad GPX |
Od zamku do zamku
Z Kwidzyna dojeżdżamy nad Wisłę. Tu czeka na nas pierwsza atrakcja – historyczny wodowskaz w Korzeniewie.

Aż do mostu jedziemy przyjemnie wałem Wisły – najpierw ubitą ścieżką, potem pięknym asfaltem.


Przejeżdżamy przez most na lewą stronę Wisły. Od miejsca, gdzie wjechaliśmy na most w sensie zrównania się krętej ścieżki rowerowej z jezdnią, aż do jego końca naliczyliśmy prawie 2km. A most jest szczególny dodatkowo dlatego, bo widać z niego zamek w Gniewie.

Za mostem kończy się ścieżka rowerowa, skręcamy w prawo i lądujemy z samochodami na zwykłej drodze. Bardzo dziwi nas ukształtowanie terenu w tym regionie, bo droga faluje góra-dół bardzo radośnie. Ba, w Tymawie jest nawet osiedle o nazwie Alpy Tymawskie. Jeżeli chodzi o ciekawe nazwy, to po drodze przejeżdżamy też przez Betlejem – wieś z chyba dwoma gospodarstwami.

Zamek w Gniewie
W Nowym Dworze, czyli tuż przed Gniewem, zjeżdżamy z głównej drogi na polną drogę bliżej Wisły. Ale stąd super widać zamek w Gniewie i całe miasto! Ekstra! Zwłaszcza teraz, gdy na pierwszym planie jest wielkie pole rzepaku.

Znowu jest pod górę i to po kocich łbach. Wjeżdżamy na rynek, czyli Plac Grunwaldzki. Na środku oczywiście znajduje się ratusz, ale też dawny spichlerz.


Rynek otaczają kamieniczki, częściowo podcieniowe. Warto się im przyjrzeć, bo na ścianie jednej z nich pod arkadami przeczytać można treść wiersza/piosenki pt. Miasteczko Gniew.
Miasteczko choć Gniewem się zowie, to jednak swój urok ma.
Lecz nikt się nie gniewa, bo godłem jest mewa tak miła jak melodia ta.


Na koniec pobytu w Gniewie docieramy do jego najważniejszego (a na pewno najsłynniejszego) punktu – pod zamek. Jest to kolejny z zamków krzyżackich – powstał w 1282 roku. O ile po prawej stronie Wisły (i ogólnie) największy jest zamek w Malborku, to ten w Gniewie stanowi największy okaz na lewym brzegu.
Dziś znajduje się tu muzeum i hotel. Próbujemy się dostać do części muzealnej, ale obchodzimy całość dookoła i nie trafiamy na żadne oznaczenia, otwarte drzwi czy kasę biletową. Sklep z pamiątkami jest zamknięty na głucho. Do części hotelowej i restauracyjnej nie wchodzimy. Szukamy w Internecie informacji i zdjęć – są niemal same zdjęcia hotelowe, prawie nic z muzeum, więc chyba nie ma czego żałować. Ciekawostkę o zamku stanowi fakt, że swego czasu rządził nim Jan III Sobieski. Nie bez powodu więc tuż obok znajduje się Pałac Marysieńki.




Wiślana Trasa Rowerowa
Z Gniewu wyjeżdżamy zwykłą drogą. Gdzieś w okolicy Międzyłężu trafiamy pod wał, a w rybakach na sam wał. Przy starej zabytkowej śluzie czeka na nas piękny MOR Wiślanej Trasy Rowerowej i EuroVelo 9.


Kawałek dalej ponownie trafiamy na zwykłą drogę z samochodami. Mijamy bardzo ładny zespół dworsko-parkowy w Rybakach z charakterystyczną wieżyczką, który pochodzi z 2. połowy XIX wieku. To eklektyczny dwór z parkiem, oficynami i budynkami gospodarczymi. Obecnie w rękach prywatnych.

Aż do Mostu Knybawskiego jedziemy drogą najpierw pod górę, następnie trochę w dół. Po prawej cały czas towarzyszą nam żółciutkie pola rzepaku.


Na Moście Knybawskim wjeżdżamy na ścieżkę rowerową. Gdy z niego zjeżdżamy, ścieżka towarzyszy nam dalej i trzeba przyznać, że jest to ścieżka z prawdziwego zdarzenia. I od razu jest tu kolejny MOR. Nawet zjazd o nachyleniu 4% jest tu oznaczony…

W Czyżykowie ścieżka na moment znika, jedziemy małą drogą przez osiedle nowych domów. Tu też spotykamy pierwszych (!) i jedynych (!) sakwiarzy na naszej trasie – jadą z naprzeciwka. Do Tczewa wjeżdżamy promenadą.
Tczew
Do Tczewa wjeżdżamy do centrum, choć szlaki rowerowe prowadzą dalej prosto promenadą. Zajeżdżamy na kawę i ciacho w okolice rynku w Tczewie. Znajdujemy tu też interesujący mural. Wiele więcej tu nie ma.




Atrakcję Tczewa stanowią bulwary Wisły, a zwłaszcza widok z nich na most tczewski. Jest to bowiem jeden z najważniejszych zabytków techniki w Polsce. Łączy Tczew z Lisewem Malborskim, a zbudowano go w latach 60. XIX wieku. Początkowo miał 837m długości, przez co był najdłuższym mostem w Europie! Został poważnie uszkodzony podczas II wojny światowej i zachowały się tylko fragmenty oryginalnej konstrukcji.

Oddalamy się znowu od Wisły. Na skwerze przy skrzyżowaniu Gdańskiej i Alei Zwycięstwa dostrzegamy napis „Tczew” – dziwne miejsce, lepiej by mu było na bulwarach. Przy dworcu autobusowym stoi lokomotywa TKy48-170.


Żuławy Wiślane
Mijamy dworzec PKP i RODosy. Za osiedlem Staszica znowu wjeżdżamy na piękną ścieżkę rowerową wiodącą wałem Wisły. Spodziewamy się po cichu, że taką autostradą dojechalibyśmy już aż do ujścia Wisły. Nic bardziej mylnego – po ok. 8 km zjeżdżamy pod wał na betonowe płyty i szutry. Ale nie narzekamy – gdyby nie ten wiatr w twarz jechałoby się tu bardzo dobrze.


ruiny kościoła i domy podcieniowe
Na wysokości Steblewa opuszczamy już WTR. Pierwotnie mieliśmy jechać do końca do ujścia i dotrzeć do Gdańska. Niestety nie udało się nam w tamtych rejonach ani w Gdańsku znaleźć żadnego sensownego noclegu. Zjeżdżamy więc do Pruszcza Gdańskiego. Ale za to zobaczymy trochę Żuław Wiślanych. Już w Steblewie jest pierwsza atrakcja – ruiny kościoła i domy podcieniowe.


Kolejne domy podcieniowe mijamy w Krzywym Kole. A co najistotniejsze w kontekście Żuław, co chwilę tu przejeżdżamy przez jakieś kanały lub wzdłuż nich jedziemy.


Grabiny Zameczek
Wyszukując atrakcje natrafiamy na mapie na Zamek Krzyżacki w Grabinach Zameczku. No to jedziemy tam zobaczyć. Na pewno jest na tyle dziwny, że jest ciekawy…

I w tym momencie robimy błąd. Trzeba było nadrobić drogi i trzymać się Szlaku Kłodawskiego, żeby na spokojnie objechać tereny wojskowe od południowej strony. Choć z drugiej strony może są tam piaski i byśmy się umęczyli? My z Grabin Duchownych jedziemy do Pruszcza jak najkrótszą drogą – dużą ruchliwą drogą z samochodami. Dopiero w granicach miasta pojawia się ścieżka rowerowa wzdłuż drogi.
Pruszcz Gdański
A sam Pruszcz? Nie robi specjalnego wrażenia. Nawet Internet zapytany o atrakcje tutaj nie bardzo umie coś sensownego wskazać poza parkami i terenami zielonymi. Na szczęście w samym centrum jest zagłębie sklepowo-restauracyjne, więc chociaż z obiadem nie ma problemu.


Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
