Jedno z miejsc, które najbardziej urzekło nas w Sudetach, to stanowczo szczyt Wielka Sowa i całe Góry Sowie – idealne na przyjemne górskie spacery w lesie.
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | czerwony + żółty + zielony + niebieski |
| Liczba kilometrów: | 16,5 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 600 m ↑ 600 m ↓ |
| Schroniska: | schronisko PTTK Orle, schronisko PTTK Zygmuntówka, zamknięte schronisko Sowa |
| Atrakcje dodatkowe: | wieża widokowa na Wielkiej Sowie, widoki na okolicę i na Ślężę |
| Trasa: | Sokolec – Wielka Sowa – Kozie Siodło – schronisko PTTK Zygmuntówka – Sokolec |
| Szczyty: | Wielka Sowa (1015 m n.p.m.), Koziołki (935 m n.p.m.), Grabina (946 m n.p.m.), |
| Pasmo górskie: | Góry Sowie |
| GOT: | 21 punktów |
Aby wspiąć się na Wielką Sowę tylko po to by ją „zaliczyć”, można podjechać na płatny parking przy schronisku Orzeł. My szykujemy się na dłuższą wędrówkę i chcemy zrobić całą pętlę szlakami Gór Sowich, więc samochód zostawiamy u podnóża gór na Przełęczy Sokoła w Sokolcu. Jest tu niewielki bezpłatny parking gminy Nowa Ruda, a w razie czego zaraz obok jest parking przy stoku narciarskim (płatny). Jest też bezpłatny parking kawałek za (w stronę Wałbrzycha) Przełęczą.
Schronisko górskie Orzeł
Do schroniska Orzeł drałujemy asfaltową drogą pod górę, a za nami pojawia się coraz więcej widoków. Samo schronisko robi na nas wielkie wrażenie zarówno swoim klimatem, jak i widokami roztaczającymi się z jego tarasów. Szarlotka może nie jest w smaku nawet w top 10 szarlotkowego rankingu, ale za to widok przy jej konsumpcji przesuwa ją na podium! Tu jest przepięknie, aż chciałoby się zostać dłużej.


Jest środek tygodnia jeszcze przed sezonem, pogoda dopiero się rozpędza po ostatnim obniżeniu temperatury i deszczach, więc przez bardzo długi czas jesteśmy tu sami. Możemy nacieszyć się szarlotką, kawą, widokami i ciszą. W słoneczny weekend w sezonie pewnie miejsce to traci trochę na uroku, ale wciąż musi być niezwykle kuszące. Na tarasach przed schroniskiem jest bardzo dużo ławek i ławeczek, a poniżej miejsce na ognisko, a nawet cały drewniany plac zabaw dla dzieci. Na skraju nad polaną (stokiem narciarskim) na odważnych wędrowców czeka wielkie krzesło idealne do zrobienia sobie zdjęcia.

W środku schronisko też jest ciekawe – trochę jak schronisko, trochę jak karczma, a na ścianach wiszą piękne ryciny, a z różnych zakamarków wyglądają sowy. Jest klimacik!


Czerwonym szlakiem na Wielką Sowę
Chociaż chciałoby się dłużej zostać w schronisku, na nas czeka przygoda. Czerwonym szlakiem idziemy coraz wyżej przez las. Pod nogami pojawia się coraz więcej kamieni.

Wchodzimy do Parku Krajobrazowego Gór Sowich i m.w. w połowie drogi od schroniska Orzeł na Wielką Sowę mijamy nieczynne schronisko Sowa. Rozwiązuje się więc zagadka, czemu tamto nazywa się Orzeł – choć leży między Wielką Sową a Przełęczą Sokoła. Bardzo tu ptasio! 🙂


Wielka Sowa
Na Wielkiej Sowie panuje atmosfera piknikowa. Jest sporo ludzi, część rozpaliło ognisko i piecze kiełbaski. Są tu dwa takie miejsca, do tego nieduża wiatka i całkiem spora altana (w niej jest skrzyneczka z pieczątką KGP/GOT). Jest też oczywiście bardzo dużo ław i ławeczek, a na samym środku króluje wieża widokowa. Za nią kryje się kaplica. A przed nią wartę trzymają sowa i baran.


Wstęp na wieżę widokową jest bezpłatny, przy czym otwarta jest tylko w określonych godzinach. Wchodzi się schodami na zewnątrz wieży i dopiero na poziomie 1 piętra wchodzi się do środka na wąskie, kręcone schody. A widoki? Cudowne! Dodatkowo na każdą stronę Świata jest tu ściąga z mapką, jakie szczyty widać w oddali. Na pewno widzimy Ślężę, a tam to chyba Śnieżnik? Czyżby udało się nam dostrzec nawet Śnieżkę?


Czerwony i żółty szlak przez Kozie Siodło
Z Wielkiej Sowy wędrujemy szlakiem czerwonym w kierunku wschodnim przez rozdroże pod Wielką Sową aż do Koziego Siodła. Tu moglibyśmy kontynuować wędrówkę tym szlakiem, ale my decydujemy się na bardziej widokowy i bardziej płaski szlak żółty.

Na żółtym szlaku podobno jest platforma widokowa, ale w miejscu, gdzie była oznaczona, są krzaki i nie udało się nam jej znaleźć. Wcześniej natomiast trafiamy na ławeczkę z cudownym widokiem na Ślężę, a w dole na Bielawę i Dierżoniów.


W końcu dochodzimy do Przełęczy Jugowskiej. Przebiega przez nią asfaltowa droga, którą normalnie przejeżdżają samochody, więc my trzymamy się tu szlaku rowerowego skrajem lasu przy skałach podobno zamieszkanych przez nietoperze. Przed skrętem z parkingiem szukamy skrętu szlaku w lewo. Ale czemu on schodzi w dół?!

Zygmuntówka
Po ok półkilometrowym zejściu leśną drogą wchodzimy na teren Zygmuntówki. Jeżeli szukacie schroniska z klimatem turystycznym jak za dawnych lat, na pewno to tu znajdziecie. A przy tym schronisko jest bardzo zadbane, a gospodarze witają nas z uśmiechem.


Dajemy się skusić na naleśniki z serem (szarlotki nie mają ;)) – pycha! Schronisko bardzo nam się podoba, a jest tu co oglądać zarówno w środku, jak i na zewnątrz, począwszu od różnych drewnianych rzeźb na mapach i starych nartach kończąc.


Powrót niebieskim szlakiem
Żeby wrócić do Sokolca musimy na nowo wyspindrać się pod górę by potem już ostatecznie zejść. Nie ma tu stromizn, podłoże to w dużej mierze ubita ziemia i trochę korzeni lub kamieni. Nawet bardzo nie odczuwa się tego podejścia. Tylko w jednym miejscu pojawia się problem, bo szlak niebieski zaraz po przejściu przez drogę (tę asfaltową do Przełęczy Jugowskiej) chyba nie jest zbyt uczęszczany, a w konsekwencji jest trochę zarośnięty. Dodatkowo błoto zmusza nas to szukania alternatyw przejścia między drzewkami. Ale na szczęście nie jest to długi odcinek.
Na rozdrożu pod Kozią Równią szlak skręca w lewo, a my wraz z nim. Pokonujemy Koziołki i Grabinę i od tego momentu powoli zaczynamy zmniejszać wysokość.

Najpiękniejsze miejsce na trasie czeka na nas przy Lisich Skałach. Już z oddali widzimy schronisko Orzeł i wyciągi narciarskie. A na samym skrzyżowaniu szlaków dodatkowo po prawej odsłania się Wielka Sowa z wieżą widokową. Super!



Teraz czeka nas bardziej ostre zejście aż do Rozdroża nad Sokolcem, a na sam koniec około kilometrowe podejście główną drogą na parking. Ten ostatni odcinek jest mało przyjemny, ale nie znając tych terenów, nie udało nam się na mapie znaleźć obejścia. Mimo tego fragmentu, całą pętlę pod Górach Sowich oceniamy niezwykle wysoko i pozytywnie za ciszę, spokój, widoki, schroniska i w większości spacerowy charakter szlaków. Trzeba to będzie kiedyś powtórzyć!
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
