Jak się okazuje nawet niepozorny szczyt może okazać się tym najtrudniejszym. Uciekając przed burzami zdobywamy Skalnik na trzy razy. Czy się nam to udało? I gdzie można się tu schronić przed deszczem? Przeczytajcie!
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | brak + niebieski + czerwony + niebieski + brak + czerwony |
| Liczba kilometrów: | 13 km (+8 km) |
| Trudność: | łatwy |
| Przewyższenia: | 520 m ↑ 520 m ↓ (+ 180 m ↑ 180 m ↓) |
| Schroniska: | brak |
| Atrakcje dodatkowe: | platforma widokowa na Ostrej Małej, Konie Apokalipsy |
| Trasa: | Przełęcz pod Średnicą – Stary Trakt Kamiennogórsko-Kowarski – Przełęcz pod Bobrzakiem – Skalnik – Ostra Mała – Przełęcz pod Średnicą |
| Szczyty: | Skalnik (945 m n.p.m.), Ostra Mała (945 m n.p.m.), Wilczysko (789 m n.p.m.) |
| Pasmo górskie: | Rudawy Janowickie |
| GOT: | 12 punktów |
Po upałach z ostatnich dwóch dni w końcu musiało to nastąpić: możliwe burze. Spośród różnych propozycji i opcji wycieczek, decydujemy się na tę najłatwiejszą na najniższy szczyt. Jak przyjdzie burza, zrezygnujemy, ale chociaż spróbujmy.
Podejście pierwsze i pierwsza burza
Parkujemy pod urzędem miasta w Kowarach i zaczynamy wędrówkę przez miejscowość zielonym szlakiem. W końcu wchodzimy do lasu (tu okazało się, że jest mały dziki parking na 2 samochody). Zielony i idący razem z nim niebieski szlak jest wyjątkowo przyjemny. Powoli pniemy się do góry szeroką drogą między drzewami.

Gdy dochodzimy do końca drogi, trafiamy na jakiś ogrodzony dom (gajówkę) i małą zadaszoną ławkę. Słyszymy, że w oddali grzmi. Śledzimy radary burzowe i decydujemy się na powrót do Kowar i przeczekanie tam burzy. Zapowiada się nieciekawie. Schodzimy więc do punktu wyjścia.
Kowary
W międzyczasie okazuje się, że burza mija nas granią Karkonoszy. Nad Rudawami i Kowarami nawet nie pada. No nic, to chociaż napijemy się kawki w kawiarni w centrum miasta i zobaczymy jego centrum.

Na uwagę zasługuje tu główna ulica/deptak, a także równoległy do niego deptaczek wzdłuż Jedlicy – Wenecja Kowarska. Oba te ciągi piesze są ładnie przygotowane i wyremontowane, tak samo kamieniczki tutaj są odnowione.


Kolejną atrakcję w Kowarach stanowią różne rzeźby i figurki. Na ulicach miasta znajdziemy kilku kowarskich górników, a także kilka zwierzątek z karkonoskiej serii autorstwa Macieja Wokana, lokalnego artysty. Oprócz nich na ul. 1 Maja skrywa się kilka drewnianych zwierząt.




Podejście drugie i druga burza
Skoro burza przeszła bokiem (haha!), a kolejnej nie słychać ani nie widać na radarach, postanawiamy podjąć drugą próbę. Z taką zmianą, że skracamy trasę i podjeżdżamy na Przełęcz pod Średnicą, gdzie jest niewielki, dziki parking na kilkanaście aut.

Wychodzimy czerwonym szlakiem i przy kamieniu z mało czytelnym napisem odbijamy w prawo na szlak rowerowy. Przechodzimy wąską ścieżką z widokiem na Śnieżkę, po czym pokonujemy bród (po kamieniach) i już szeroką, szutrową drogą dochodzimy do miejsca, w którym skończyliśmy poprzednią próbę zdobycia Skalnika.

I tu niespodzianka – powtórka z rozrywki. Znowu zaczyna grzmieć. Tym razem jednak nie wycofujemy się, idziemy dalej przed siebie delikatnie pod górkę niebieskim szlakiem. Gdy jesteśmy na Przełęczy pod Bobrzakiem przy skręcie na czerwony szlak ku Skalnikowi, decydujemy się nie ryzykować i robimy kolejny odwrót. Nie wracamy już jednak do punktu wyjścia a idziemy dalej do Rozdroża pod Bobrzakiem. Tu mieliśmy zlokalizowaną na mapie wiatę „awaryjną” – musimy z niej skorzystać. W tej całkiem dużej wiacie nie jesteśmy sami, a jeszcze sporo osób by się tu zmieściło. Przeczekujemy burzę nr 2. Sama burza też nas mija bokiem, jednak ulewny deszcz utrzymuje się jakiś czas. Co ciekawe, w ogóle nie wieje.


Podejście trzecie
Ok, wygląda na to, że wszystkie burze już poszły. Atakujemy Skalnik. Jak to się mówi: do trzech razy sztuka. Wracamy do Przełęczy pod Bobrzakiem i czerwonym szlakiem wędrujemy do góry. W połowie tego odcinka mijamy zadaszoną ławkę – tu też turyści przeczekiwali burzę i deszcz, a teraz powoli ruszają dalej na szlaki.

Na ostatnim odcinku podejścia przechodzimy przez nagromadzenie skał. Oprócz skał i kamieni leżących w różnych miejscach, jest tu też kilka większych formacji skalnych. Są to Konie Apokalipsy.



Skalnik
Na wypłaszczeniu na skrzyżowaniu szlaków skręcamy w prawo w niebieski szlak i po błocie docieramy do Skalnika. Normalnie pewnie bylibyśmy tu sami, ale teraz jest sporo osób, które podobnie jak my przeczekiwały burzę i wyruszyły dalej na szlak w podobnym czasie z różnych wiatek i schronień.
Sam Skalnik nie powala. To wydeptana „polana” z kilkoma tabliczkami z nazwą szczytu i tablicą edukacyjną o Rudawach Janowickich i Skalniku. Jest tu też oczywiście skrzynka z pieczątką KGP/GOT.



Wracamy do skrzyżowania szlaków i jeszcze odbijamy w prawo ku skałom (nie ma tu znakowanego szlaku). Mijamy pierwszą z nich i niepozorną ścieżką tuptamy dalej. I tu trafiamy na skałę z wydrążonymi stopniami, o czym czytaliśmy na tablicy edukacyjnej na Skalniku. Wychodzimy na górę na skałę na punkt widokowy. Z tego miejsca, z Ostrej Małej, roztacza się niesamowity widok na całe Karkonosze i Kotlinę Jeleniogórską. Jeszcze nie słychać grzmotów, ale już widać kolejne chmury burzowe zasłaniające Szrenicę. Gdyby nie pogoda, pewnie byłoby stąd ładnie widać też Izery i Góry Kaczawskie. Patrząc na te chmury, szybko stąd schodzimy.


Trzecia burza
Niestety nie udaje nam się zdążyć do samochodu przed deszczem i zbliżającą się kolejną burzą. Jak to mówią: głupi to ma szczęście – więc w niemal ostatniej chwili dochodzimy (szybko, oj, szybko) do wiaty na czerwonym szlaku. Tu spotykamy jednego turystę, z którym przeczekujemy największy opad rozmawiając o sudeckich szlakach pieszych i rowerowych i widmie Brockenu na Śnieżce. Pozdrawiamy 😉
Deszcz chyba robi się mniejszy. Ruszamy więc dalej – jak najszybciej na dół i do samochodu. Dziwimy się tylko, że ten samotny turysta rusza do góry – oby nic mu się nie stało… A my ponownie mamy szczęście, chwilę po skryciu się pod dachem auta, robi się prawdziwe oberwanie chmury. I tym razem też w ogóle nie wieje. A burza skręca nad Góry Kaczawskie.
Z przygodami, na trzy razy, ale z sukcesem zdobyty szczyt. I dobra lekcja dla wszystkich na przyszłość: planując trasę, zlokalizujcie wszystkie wiaty i schrony po drodze. Drugi raz (pierwszy był na zejściu z Lackowej; i oby ostatni) korzystaliśmy z takiego awaryjnego schronienia i jak widać, wiedza o nim okazała się kluczowa. Pamiętajcie więc o tym i bezpiecznie wędrujcie górskimi szlakami w każdej pogodzie. Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
