Dwa szczyty KGP jednego dnia na jednej wycieczce bez pośpiechu? Zdobywamy Rudawiec i Kowadło robiąc pętlę na pograniczu polsko-czeskim.
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | zielony + brak + niebieski + czerwony + zielony + żółty + zielony |
| Liczba kilometrów: | 24 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 800 m ↑ 800 m ↓ |
| Schroniska: | turistická chata Paprsek |
| Atrakcje dodatkowe: | Puszcza Śnieżnej Białki, knedliky borówkowe |
| Trasa: | Bielice – Rudawiec – Paprsek – Smrek – Kowadło – Bielice |
| Szczyty: | Rudawiec (1106 m n.p.m.), Iwinka (1077 m n.p.m.), Maly Sengen (1010 m n.p.m.), Dział (1027 m n.p.m.), Smrek (1109 m n.p.m.), Klonowiec (965 m n.p.m.), Karkulka (907 m n.p.m.), Kowadło (989 m n.p.m.) |
| Pasmo górskie: | Góry Bialskie, Góry Złote |
| GOT: | 30 punktów |
Auto zostawiamy na malutkim parkingu w Bielicach – jest to też idealne miejsce wypadowe zarówno na Rudawiec, jak i na Kowadło (w wersji najkrótszej wejście na szczyt i od razu zejścia).
Początkowe metry pokonujemy wzdłuż potoku Biała Lądecka – widać na nim wciąż ślady po powodzi sprzed prawie 2 lat. Jaden mostek jest zerwany i idzie się nasypem obok. Cały czas wzdłuż potoku idziemy szeroką szutrową drogą.


Wchodzimy na teren Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Tu witają nas dwa małe zbiorniki retencyjne „Nowa Biela”, kilka ławek i rowerowo-narciarski pomnik ku pamięci Andrzeja Krosty, przyjacielowi gór i turystyki z tych rejonów. Są tu też pozostałości po nieistniejącej już wiosce – zachowała się piwniczka.


Kawałek dalej pozostawiamy niebieski szlak (jeszcze na niego dzisiaj później wejdziemy) i skręcamy na zielony. Zaczyna się bardziej strome podejście do góry! W dwóch miejscach oznaczenie szlaku nie jest wystarczające – ale najprawdopodobniej widoczne w takich miejscach możliwe ścieżki łączą się ze sobą po kilku metrach. Ale trzeba być czujnym.

Rudawiec
Maszerujemy coraz bardziej do góry. Na skrzyżowaniu szlaku z leśną drogą (Dukt nad Spławami) jest w lewo odbicie do schronu pod Rudawcem – małej drewnianej wiatki, gdzie można przeczekać złe warunki atmosferyczne. W tym miejscu też trafiamy na ciekawą tablicę edukacyjną dotyczącą Rezerwatu Przyrody „Puszcza Śnieżnej Białki”. Za chwilę bowiem wejdziemy do 150-letniej buczyny. A na tym terenie zamieszkuje bardzo dużo (nie pamiętamy niestety) gatunków ptaków, w tym kilka z Czerwonej Księgi. I stanowczo na każdym kroku słychać tu, że otocza nas mnóstwo ptaków – śpiewy rozlegają się zewsząd. Warto zaopatrzyć się na wycieczkę tutaj w aplikację do rozpoznawania ptaków 🙂


Kończymy podejście wąską ścieżką i wychodzimy na szeroką drogę. Mijamy szczyt Iwinka – sam w sobie nie jest ciekawy (ba, nawet ciężko poczuć, że przechodzimy przez szczyt) – ale na uwagę zasługuje jego oznaczenie. Na drzewie wiszą dwie tablice z nazwą szczytu, każda podająca inną wysokość. Obie tablice są PTTKu 😀

Przechodzimy dalej szeroką drogą między borowiną. Momentami jest trochę błota, ale wszystko da się obejść. W końcu docieramy na Rudawiec. Nie oszukujmy się – szczyt sam w sobie nie jest ciekawy. Ale jest dobrze oznaczony i skrzynka z pieczątką jest.

Niestety robi się coraz zimniej. Prognozy podawały na dzisiaj 10 stopni, a odczuwalną temperaturę 5 stopni. Stanowczo jesteśmy skłonni w to uwierzyć, bo ręce marzną jak w zimie. Brrrr! Rezygnujemy więc z kontynuacji wędrówki zielonym szlakiem przed siebie. Decydujemy się skrócić pętlę o jakieś 3km i zawracamy. Dochodzimy do Iwinki i punktu, w którym wyszliśmy „z lasu” na szeroki dukt. Idziemy dalej przed siebie granicą szlakiem narciarstwa biegowego. Podejrzewamy, że na dalszym fragmencie zielonego szlaku i później na czerwonym, którym mieliśmy dojść do Paprsek’u, mogło być podobnie. Bo idzie się tu mega przyjemnie. Gdyby nie ta pogoda i zimno zmuszające nas do żwawej wędrówki, byłby to bardzo przyjemny leśny spacer. Pod koniec tego przejścia wychodzimy na niebieski szlak – ten sam, którym szliśmy rano.

Paprsek
Turisticka chata Paprsek to niezłe zaskoczenie. Po pierwsze tu spotykamy sporo ludzi – do tej pory wędrowaliśmy cały ranek całkiem sami. Po drugie, to nie jest schronisko, a cały kompleks hotelowy ze spa, salą weselną, kaplicą i nie wiadomo czym jeszcze. Obok jest górna stacja wyciągu i oczko wodne.




Wchodzimy do środka i zamawiamy po 2 knedliky borówkowe. Pycha! Szkoda tylko, że są aż tak obficie posypane cukrem. Ale są dobrze polane roztopionym masełkiem i pełne borówek. A do tego mega sycące!


Spacer wzdłuż granicy
Zawracamy w kierunku granicy. Rozpoczynamy spacer czerwonym szlakiem, który wiedzie szeroką drogą wzdłuż granicy. Co jakiś czas nawet pojawia się widok na Czechy.


Przy wiacie (Císařská bouda) skręcamy w lewo na zielony szlak – trzeba tu dobrze wypatrzeć oznaczenie, bo skrzyżowanie jest rozbudowane i można by źle pójść. Tu robi się bardziej kamieniście i trochę bardziej stromo. Mimo to mija nas samochód – Czesi to wjadą wszędzie…

Dalej przechodzimy przez Brousek. Smrek i Przełęcz Trzech Granic. Jesteśmy już w pasmie Gór Złotych (choć są źródła podające, że Góry Bialskie to też ich część, czyli jesteśmy w tym pasmie cały czas). Co ciekawe, Smrek i Brousek są wyższe niż Kowadło, a Smrek jest też wyższy od Rudawca, a jeden z jego wierzchołków leży po polskiej stronie. Stąd można znaleźć zastrzeżenia do KGP w kontekście Rudawca i Kowadła.


Teraz już idziemy cały czas granicą żółtym szlakiem. Natrafiamy tu na ciekawe słupki graniczne, bo mają oznaczenia P (to jasne), a z drugiej CS. To pozostałość po granicy polsko-czechosłowackiej.


Żółty szlak wiedzie raczej wąską ścieżką trochę falując góra dół. Na Karkulce po lewej stronie można zatrzymać się przy sporej skale. Na Pasiecznej z kolei postój obowiązkowy – w końcu pojawiły się piękne widoki na okolicę!


Kowadło
W końcu dotarliśmy do połączenia szlaku żółtego z zielonym – znak, że jesteśmy już niedaleko Kowadła. Do góry trzymamy się żółtego szlaku – jest ciekawy, bo bardzo skalisty i stromy. Po drodze prześwitują okoliczne góry między drzewami.


Sam szczyt Kowadło to kilka niewielkich skał i słupek z nazwą szczytu i skrzyneczką z pieczątką KGP/GOT. W pierwszym momencie wychodzimy jednak na czeski słupek z oznaczeniem szczytu (Kovadlina :)), polski jest kawałek dalej. Po całodziennym chłodzie i zachmurzeniu, Kowadło wita nas nieśmiałym słońcem.


W dół schodzimy zielonym szlakiem – jest on dużo łagodniejszy niż żółty, którym szliśmy do góry i nie wymaga skakania po skałach. Dalej zielony szlak robi się całkiem stromy, ale wiedzie już ścieżką przez las, po czym schodzi do szerokiej drogi leśnej. Nią dochodzimy już z powrotem na parking w Bielicach.
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
