Dzisiaj podkrakowskie klasyki rowerowe (ale też spacerowe): Ojców i Dolina Będkowska w pięknej wczesnojesiennej scenerii. Zapraszamy!
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | szlak Dolina Prądnika i inne lokalne szlaki po dolinkach |
| Liczba kilometrów: | ok 70 km |
| Trudność: | średnia |
| Przewyższenia: | 830 m ↑ 830 m ↓ |
| Podłoże: | asfalt, szuter, ubita ziemia |
| Drogi: | drogi o małym i średnim natężeniu ruchu, ścieżki i drogi leśne i polne, ścieżki rowerowe |
| Atrakcje dodatkowe: | Ojców, Brama Krakowska, formacje skalne, Dolina Będkowska, widok na Kraków, dwór w Tomaszowicach |
| Ślad GPX |
Wyjeżdżamy z Krakowa, więc nie ukrywajmy, pierwsze ok 10 km nie jest zbyt ciekawe. Choć powstało tu wiele nowych dróg, a przy tym ścieżek rowerowych, więc całkiem nudno nie jest, gdy odkrywamy nowe możliwości przejazdu. Ma to w większości związek z powstałą na trasie drogą S7, przez którą stare ścieżki zostały zaburzone.
Gdzieś w Zielonkach wjeżdżamy na dobrze znany czerwony szlak z Krakowa do Ojcowa. Jedziemy tędy już któryś raz, a wciąż nas zachwyca. Ale też zaskakuje, ile przez lata się tu zmieniło: ile fragmentów szlaku zostało wyasfaltowanych lub utwardzonych, ile fragmentów ścieżek rowerowych się pojawiło.
Ojców i Ojcowski Park Narodowy
A gdy wjeżdżamy do teren Ojcowskiego Parku Narodowego od razu wkraczamy w świat skał, co zawsze cieszy. Teraz na jesieni, dodatkowo oko cieszą coraz bardziej kolorowe drzewa.



Pierwszy (planowany! a co!) postój robimy już na wjeździe do Ojcowa w kawiarni Niezapominajka. Tu trzeba wstąpić na ich pyszne wiśnianki i kawę. Są duże, lekko kwaśne i nie za słodkie. Polecamy!

O ile do tej pory na szlaku prawie nie było ludzi, to w Ojcowie jest ich bardzo dużo – zwłaszcza spacerowiczów. Przejeżdżamy koło Bramy Krakowskiej, docieramy do pierwszych zwartych zabudowań i tu zbaczamy w lewo na żółty szlak.


Inne szlaki w Ojcowskim Parku Narodowym
Żółty szlak z Ojcowa do Sąspowa jest to szlak pieszy, ale z dopuszczonym ruchem rowerowym. Dobrze świadczy o tym oznakowanie przy mostku informujące, że na kładce rower należy prowadzić. A więc poza kładką śmiało można jechać i jak najbardziej można to robić z prawdziwą przyjemnością. Szlak wiedzie wzdłuż rzeczki Sąspówki i jest płaski. Jedyną przeszkodę stanowią ewentualne korzenie i trochę kamieni, ale nie ma ich dużo, więc wcale nie jest tu trudno technicznie.


W pewnym momencie trzeba uważać, bo szlak skręca w większą drogę w lewo. Szybko okazuje się, że jest to droga dojazdowa m.in. do budynku Obserwatorium Sejsmologicznego PAN. Wyjątkowo klimatyczne miejsce – od razu przywodzi na myśl idealny dom pracy twórczej jakiejś uczelni.

Jeszcze kawałek jedziemy szerszą drogą, po czym trafiamy na wąską ścieżkę prowadzącą przez chaszcze. W taki sposób wyjeżdżamy z terenu Ojcowskiego Parku Narodowego.


Po kolejnych metrach pojawia się większa cywilizacja: asfalt i domy. Ale też samochody i co gorsza górki. Za placem zabaw po prawej, naprzeciwko straży pożarnej, mijamy altanki i oznaczenie wejścia do jaskini Pod Kościołem. Poważnie tak się nazywa. I poważnie jest pod kościołem – ten znajduje się dużo powyżej na skale.
Z Sąspowa wyjeżdżamy na lewo dość ruchliwą drogą w kierunku Jerzmanowic. Na dodatek pod górę.
Jerzmanowice
W samych Jerzmanowicach nie jest lżej – co prawda ulice są mniejsze i na szczęście dzisiaj nie mijamy się z wieloma autami tutaj, jednak podjazdy i tak dają w kość. Szczególnie ten na ulicy Koło Studni i Spacerowej. Warto więc na wjeździe w tę pierwszą na moment zatrzymać się dla zebrania sił, a przy okazji żeby zobaczyć starą, drewnianą studnię, która się tu jeszcze zachowała.

Gdy udaje nam się pokonać ulicę Spacerową, asfalt znika, mijamy dom z zaparkowanym helikopterem (!) i polną drogą wjeżdżamy w inny świat. Trafiamy do kolejnej krainy formacji skalnych, a co najważniejsze wszystkie są na wyciągnięcie ręki i doskonale widoczne. Najpierw przejeżdżamy między Polną Skałką i Soczewką, potem dojeżdżamy pod Grodzisko. Po drodze mijamy też Mały Mur i Ostry Kamień. Nazwy tych skał są nieraz równie fascynujące co same skały.



Na kolejnym zjeździe nie zagapcie się. Tu zamiast dalej jechać prosto ostro pod górkę, skręcamy w lewo, gdzie czeka nas łagodniejszy podjazd. Dla chętnych dodatkową atrakcję stanowi tu Jaskinia Nietoperzowa.
Dolinka Będkowska i okolice
I tu przy Jaskini Nietoperzowej zaczynamy przygodę z Dolinką Będkowską. Cały czas prowadzi przez nią czerwony i niebieski szlak rowerowy i nie ma większych trudności z przejazdem. Są fragmenty przez małe wąwozy, które niekoniecznie wszystkim będą się podobać, ale są jak najbardziej do przejechania. Co ważne, cały czas jedziemy przez las, a po lewej i prawej stronie mijamy dużo skał i jaskiń – niektóre nie są zbyt widoczne za drzewami.

Gdy wyjeżdżamy z tej dzikszej części szlaku na asfalt, pojawia się dużo więcej ludzi. Ale wciąż mijane skały są w większości za drzewami, przez co można je zobaczyć bez schodzenia z siodełka, ale sensownego zdjęcia się już nie zrobi. Można jednak się zatrzymać i pod te skały podejść – przy okazji poobserwować licznych wspinaczy.
Jako że jest to już bardziej popularny fragment Dolinki i dzięki szerokiemu asfaltowi bardziej dostępny, znajdziemy tu kilka opcji gastronomicznych. Przy stawach można skusić się na świeżego pstrąga. A może jednak pierogi z dzikiem?

Aż do wyjazdu z Dolinki Będkowskiej jedzie się samo – cały czas delikatnie w dół po pięknym asfalcie. W Kobylanach natomiast zaczyna się seria górek z mniej lub bardziej stromymi podjazdami. Dla urozmaicenia (lub większego wczucia się w podkrakowskie dolinki) można tu jeszcze podjechać do Dolinki Kobylańskiej lub dalej do Dolinki Bolechowickiej. Obie są piękne, więc warto – chociaż na ich początkowe fragmenty (bo w głębi to już jest trudniej).


W Bolechowicach trzeba pilnować skrętów: przy kościele w lewo i kawałek za cmentarzem ponownie w lewo. Kolejny skręt, którego lepiej nie pominąć czeka na nas w Zelkowie. Tu zaczyna się początek czarnego szlaku pieszego Doliny Kluczwody i znajduje się mini mini siłownia na wolnym powietrzu. Może chwila ćwiczeń na ręce na tej wycieczce rowerowej?


Przed nami kolejne (chyba bardziej strome niż wcześniejsze) podjazdy na trasie. Ale jest warto bo tu między polami kukurydzy skrywa się niesamowity widok na Las Zabierzowski i widok na Kraków.




Tomaszowice
Z Łysej Góry zjeżdżamy do Tomaszowic. Skoro już tu jesteśmy, to wstępujemy na teren dworu w Tomaszowicach. Teraz jest tu kilka sal weselnych z pokojami, hotel i restauracja, ale śmiało można zostawić rowery przy stojakach i iść na spacer przez park dworski. Dworek jest bardzo ładny, pochodzi z XIX wieku. A bliżej budynków bardziej nowoczesnych znajdziecie sztukę bardzo nowoczesną.




Na zakończenie spaceru wokół dworu trafiamy na fajną mapkę Dolinek Podkrakowskich – idealną na zakończenie wycieczki po dolinkach i zaplanowanie kolejnych tras.

Dalej czeka nas już zjazd (dosłownie: jest tu raczej z górki) do Krakowa przez Modlnicę i Zielonki. Wjeżdżamy na pominięty przez nas rano odcinek czerwonego szlaku do Ojcowa i nim wjeżdżamy na Krowodrzą Górkę. Jeszcze tylko ostatnie kilometry przez miasto (znowu te najmniej ciekawe) i jesteśmy w domu. Aż nie chce się wierzyć, że dosłownie przed chwilą byliśmy otoczeni zielenią (no ok: barwami jesieni) i skałami.
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
