Stanowczo inne części Polski mogą się uczyć od Śląska i Małopolski. WTR na odcinku Wisła – Kraków to całkiem inna klasa tras rowerowych. Tak przyjemna, że zrobiliśmy na niej swoje pierwsze 200km na raz.
| Rodzaj trasy: | długodystansowa |
| Szlak: | Wiślana Trasa Rowerowa (i pokrywające się z nią inne szlaki: Velo Metropolis, Greenways Kraków – Wiedeń, Greenways Amber Trail, Velo 604) |
| Liczba kilometrów: | 30 km + 200 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 500 m ↑ 720 m ↓ |
| Podłoże: | asfalt, dziurawy asfalt, szuter |
| Drogi: | wały Wisły (zwłaszcza na odcinku Oświęcim-Kraków), drogi o małym i średnim natężeniu ruchu |
| Atrakcje dodatkowe: | Wisła, Beskid Śląski, zapora w Goczałkowicach, Oświęcim, Kraków, Niepołomice |
| Ślad GPX |
Dojazd do Wisły
Dojazd do Wisły z Krakowa nie jest bardzo prosty, ale jak najbardziej możliwy. Jest pociąg intercity z 6-ścioma miejscami rowerowymi o 12:15. Jego plusem jest to, że jest bezpośredni, minusem godzina przyjazdu, bo ok 15. My zdecydowaliśmy, że w takim razie weźmiemy nocleg gdzieś za Ustroniem (w jakiejś spokojnej miejscowości) i następnego dnia ruszymy stricte w drogę. A że wszyscy straszą deszczem i burzami, to w trakcie drogi na bieżąco będziemy decydować o kontynuacji jazdy, przeczekaniu lub kolejnym noclegu.

Wiślana Trasa Rowerowa w województwach śląskim i małopolskim – ogóle wrażenia
Jaka jest Wiślana Trasa Rowerowa na Śląsku i w Małopolsce? Taka, jaka powinna być we wszystkich województwach – nie tylko zaznaczona na mapie, ale też elegancka i przede wszystkim bezpieczna w realu. Od Wisły do Krakowa jedzie się bardzo dużo wałem Wisły (w całości na odcinku Wisła – Ochaby Wielkie i na odcinku Oświęcim – Kraków z jednym małym wyjątkiem). Pozostałe fragmenty w większości prowadzą wiejskimi spokojnymi drogami, jest też kilka przejazdów przez lasy i drogami osiedlowymi lub ścieżkami rowerowymi przez większe miasta (np. w Czechowicach-Dziedzicach i w Oświęcimiu).




Od tej reguły są dwa wyjątki. Jeden jest w miejscowości Chybie. WTR tu omija las i wiedzie ruchliwą drogą, gdzie samochody jadą szybciej niż 50km/h. A teraz ze względu na remont torów PKP nie ma przejazdu przez nie zgodnie z pierwotną trasą WTR i przez to trzeba dłużej jechać tą ruchliwą drogą zamiast spokojniejszym skrótem.
Drugi wyjątek to zjazd z wału w dzielnicy Podłęża o nazwie Dół, za którą jest dzielnica Górka… Większość podjazdu na odcinku WTR Wisła – Kraków to właśnie ten jeden podjazd. Wyjeżdża się do miejscowości Kamień małymi osiedlowymi dróżkami, ale z niej zjeżdża się aż do Wisły na wysokości Łączan zwykłą drogą z wszystkimi samochodami (a jest ich tu dużo!). Czy nie da się tu dosztukować odcinka WTR wałem Wisły?

Jeżeli chodzi o oznaczenia, to na całej trasie są idealne. Może jedno czy dwa miejsca by się znalazły, gdzie znaku nie ma, a by się przydał. Co ciekawe w rejonie Chybia znaki są ustawione zgodnie z oryginalną trasą (przez zamknięty, remontowany przejazd kolejowy), ale już w okolicach Oświęcimia znaki są uaktualnione i poprowadzony jest objazd związany z budową nowej drogi. Dodatkowo w części małopolskiej na asfalcie na wale są wymalowane loga WTR i Velo Metropolis.


Na trasie są też MORy. My trafiliśmy tylko na jeden, ale z mapy wynika, że jest ich więcej (a przynajmniej kilka w rejonie Oświęcimia).


Z ogólnych wrażeń z trasy na uwagę zasługuje też liczba napotkanych sarenek i jelonków – zwłaszcza na początku trasy o poranku. Jedna sarenka w ogóle się nas nie bała i nam pozowała. I co ciekawe jedną napotkaliśmy nawet w Krakowie przebiegającą przez wał od Wisły do Lasku Mogilskiego.

WTR Wisła – Kraków – Niepołomice – szczegóły
No to teraz przechodzimy do większych szczegółów dotyczących trasy 🙂
Wisła, Ustroń
Wycieczkę zaczynamy na bardzo spokojnie, gdy wysiadamy z pociągu na stacji Wisła Uzdrowisko.

Od razu trafiamy tu do innego świata pełnego turystów i spacerujących ludzi. Na ten dzień nie mamy ambitnych planów, więc trochę dajemy się ponieść atmosferze i trafiamy na wiślański deptak. Czas też na powolny obiad – może w czeskiej knajpie?


Przy okazji wizyty w Wiśle możecie odwiedzić figurki niedźwiadków, których w sumie jest 9. Kilka z nich jest bezpośrednio przy WTRze.

Z Wisły od razu wyjeżdżamy trasą WTR i od razu nam się podoba (pomijając tłum ludzi) – jedziemy ścieżką rowerową przez tereny zielone wzdłuż Wisły. Dodatkową atrakcję stanowi kładka na jazie, przez którą można przejechać na drugą stronę – ścieżki rowerowe są po obu stronach Wisły.




W ten sposób docieramy do Ustronia… i trafiamy od razu na deptak jak nad morzem. Niby jest wytyczona część rowerowa i część dla pieszych, ale trzeba tu bardzo uważać, bo ludzi chodzą jak ćmy nie patrząc dokąd idą. Tak samo trzeba tu uważać na rowerzystów na spacerkach, którzy nie umieją jeździć (nie sygnalizują skrętu, jadą środkiem drogi, dzieci skręcające nagle pod koła innego roweru). Pomijając ten aspekt, to jest tu bardzo przyjemnie, infrastruktura jest bardzo dobrze przygotowana. Co jakiś czas nad rzeką są ustawione ławeczki albo huśtawki itp.


Ustroń to też dobra okazja do wstąpienia do kawiarni. Dzisiaj jesteśmy na wakacjach, więc z tej okazji korzystamy!

Dalej wciąż jedziemy wałem Wisły ładną asfaltową ścieżką rowerową. Oddalamy się od centrum turystycznego więc i ludzi tu jest mniej i jedzie się przyjemniej. W Harbutowicach przejeżdżamy do drugą stronę Wisły i na jakiś czas ją opuszczamy – teraz jedziemy wałem Brennicy.


Docieramy do mostu na Brennicy i wracamy ku Wiśle. Na drugim brzegu tej małej rzeki asfalt się kończy i jedziemy szeroką szutrową drogą. Nad Wisłą znowu pojawia się asfalt. Piękną asfaltową ścieżką rowerową tuż nad rzeką docieramy do Ochabów Wielkich. Tu kończymy ten wakacyjny dzień poświęcony głównie na dojazd pociągiem i wydostanie się z mocno turystycznego rejonu Wisły i Ustronia.



Poranek na trasie
Dzień zaczynamy bardzo wcześnie – nawet budzik nie jest potrzebny, bo chwilę przed jego sygnałem budzi nas pianie koguta 🙂 Zaczynamy przygodę – w zależności od pogody będziemy modyfikować plany. Wstępny plan zakłada, że jeszcze dzisiaj dojedziemy do Krakowa (ok 165km). Ale wszystkie prognozy pogody pokazują deszcze albo nawet burze, więc zobaczymy. Zawsze można przerwać wycieczkę i znaleźć nocleg gdzieś po drodze (w okolicach Oświęcimia i Zatoru jest dużo opcji). A może uda nam się zdążyć przed goniącym nas deszczem. Zobaczymy!
Pobudka tak wcześnie okazuje się być bardzo dobrym pomysłem również z uwagi na dwa inne czynniki: jesteśmy sami na drogach i przyroda dopiero budzi się do życia. Właśnie teraz spotykamy na łąkach w różnych miejscach kilka jelonków i kilka sarenek. A podnoszące się mgły dodają aurę tajemnicy.


Tuż za Ochabami Wielkimi przejeżdżamy przez las i zaczynają się fragmenty WTR wiodące drogami polnymi i wiejskimi. Teraz cała okolica jeszcze śpi, ale i w środku dnia nie powinno tu być dużego ruchu.


W miejscowości Chybie okazuje się, że szlak WTR (zarówno ściągnięty przez nas gpx jak i oznaczenia na drodze) jest nieaktualny. Dojeżdżamy do torów kolejowych, a tam nie ma przejazdu, bo trwa remont. Szukamy więc alternatywnego przejazdu przez tory i w rezultacie musimy dość długi kawałek jechać ruchliwą drogą (którą i tak byśmy jechali, ale krócej).
Szczęśliwie w końcu trasa skręca w las z szeroką szutrową drogą i pięknie śpiewającymi ptakami. Trochę gorzej się robi, gdy wyjeżdżamy z lasu i jedziemy wzdłuż torów – dziura na dziurze, a dokładniej mówiąc kałuża na kałuży. Około 2 km jedzie się w taki mniej przyjemny sposób.

Musimy dostać się na drugą stronę tych torów i ponownie przejechać wzdłuż nich niemal do punktu wyjścia (drogą asfaltową z dziurami). Przejazd jest wytyczony przez stację kolejową w Zabrzegu. Jest tu elegancki zjazd i wyjazd, więc można to pokonać bez zsiadania z roweru. Inna sprawa, że warto tu się zatrzymać jednak, bo całość jest pięknie ozdobiona muralami związanymi z okoliczną przyrodą i z pociągami.



W końcu wjeżdżamy jeszcze na chwilę do lasu i szuterkiem premium zbliżamy się do zapory Goczałkowice.

Zapora w Goczałkowicach
Zapora w Goczałkowicach została wybudowana w latach 1950-1955. Jest to zapora oczywiście na Wiśle, a w konsekwencji jej utworzenia powstał zbiornik wodny (zbiornik goczałkowicki, jezioro goczałkowickie). Oficjalnie WTR jedzie dołem zapory wzdłuż lasu, ale śmiało można przejechać deptakiem na zaporze. W połowie zapory są schody na dół, ale zaraz za nimi jest dziki zjazd, z którego można skorzystać.




Dojazd do Oświęcimia
Dalej znowu jedziemy przez różne wioski. Jest też odcinek specjalny wałem Iłownicy, który raczej nie jest często koszony 🙂 Na szczęście pokrzyw na nim nie ma! Ale po jego przejechaniu warto się oglądnąć od kleszczy. Dalej znowu jedziemy przez wsie spokojnymi drogami. Co chwilę mijamy jakieś stawy i zbiorniki wodne. Pojawia się nawet górka w Jawiszowicach, na której mijamy kościół, po czym następuje nagroda w postaci łatwego zjazdu.

W Brzeszczach trafiamy na MOR Wiślanej Trasy Rowerowej i Velo Małopolska w ogóle. Szkoda tylko że nie ma nim kosza na śmieci.


Dalej trafiamy do krainy karpi – po obu stronach ścieżki są stawy hodowlane. Mocno przypomina to okolice Zatoru i tamtejszy Szlak Doliny Karpia.


W Harmężach docieramy do miejsca, gdzie gpx pokazuje jedno, a oznaczenia szlaku pokazują drugie. Postanawiamy zaufać oznaczeniom. Okazuje się, że została wybudowana droga (nr 44) i trzeba dostać się na jej drugą stronę. Całość jest tu jednak dobrze oznaczona (dalej są nawet żółte tablice o objeździe do WTR). W jednym tylko miejscu brakuje dobrego oznaczenia, że należy skręcić, ale gdyby pojechać prosto też będzie dobrze.
Mijamy obóz Birkenau i obóz Auschwitz. Oczywiście nie robimy tu zdjęć, bo to miejsca pamięci. Jeżeli ktoś nigdy tu nie był, powinien zaplanować czas na wejście do tych dwóch miejsc. A najlepiej przyjechać tu specjalnie, a nie w ramach wycieczki rowerowej, która z założenia powinna być przyjemna i cieszyć, a nie wprawiać w melancholię i skłaniać do trudnych przemyśleń. Po drodze mijamy też dawną kantynę SS.

Z przyjemnych miejsc, można w Oświęcimiu znaleźć zamek, rynek i sporo kawiarni. My zatrzymujemy się w jednej z nich, a że jesteśmy już w połowie drogi (ok 85km trasy), a jest dopiero 10 rano, na dodatek deszczu wciąż nie ma, zaczynamy zastanawiać się, co by tu zrobić, żeby „dorobić” brakujące 35km (te zrobione wczoraj z Wisły do Ochabów) i dobić do 200km… 😉
WTR Oświęcim – Kraków
Od Oświęcimia aż do podjazdu na górkę w Kamieniu jedzie się calutki czas wałem i to w większości asfaltem (jest kilka szutrowych fragmentów, ale niedużo). Nawet do sklepu po wodę trzeba specjalnie zjeżdżać, nie ma tu też żadnych lokali gastronomicznych. Jedyne co to, przejeżdżając na wysokości Zatoru można w oddali zobaczyć Zatorlandię w ramach atrakcji. Więc jak to mówi Wagabundowy: ogień na tłoki i ruuuuuura!


Monotonię jazdy po wale przerywa most kolejowy w Okleśnej – mija się go tunelem pod, natomiast u góry jest dobre miejsce na zdjęcie tego mostu.

Kolejna „atrakcja” to wjazd pod górkę do Kamienia i zjazd do stopnia wodnego w Łączanach…


Od Łączan jedzie się sporo drogą przez wioski, potem eleganckim wałem i znowu drogą przez wioski. Łapie nas mały kryzys – jesteśmy już głodni mimo podjadania bananów, przekąsek energetycznych, a nawet wcześniej lodów (jak znaleźliśmy sklep niedaleko WTR). W końcu wjeżdżamy na wał kanału Łączany-Skawina, który płynnie przechodzi w wał Skawinki.


WTR skręca tu na kładkę nad Skawinką, my jednak jedziemy dalej. Po drodze nie było zbyt dużo okazji obiadowych, a ostatnio jadąc trasę ze Skarbów blisko Krakowa, zobaczyliśmy, że przy wjeździe na wał Skawinki został otwarty grill bar. Nie wiemy, czy to kwestia naszego głodu czy rzeczywiście szaszłyki tu były takie dobre. A i dłuższy odpoczynek się przydał.

Deszcz zaczyna się chyba do nas zbliżać, bo zmaga się duży wiatr. Zgodnie stwierdzamy, że gdybyśmy startowali dziś te ok 30km wcześniej z samej Wisły, już dawno chmury by nas dogoniły i jechalibyśmy w deszczu. Nie jest więc źle. Szybko zbieramy się i jedziemy dalej – po raz pierwszy po remoncie przejazdu do Tyńca. Trzeba przyznać, że jest tu całkiem inaczej, bardziej cywilizowanie i łatwo do przejechania, a mniej dziko.


Przeddeszczowa pogoda ma swoje plusy. Na odcinku z Tyńca do Krakowa nie ma dużo osób. Jest trochę rowerzystów szybko jadących zapewne w ramach treningów, nie ma natomiast weekendowych rowerzystów zatrzymujących się bez ostrzeżenia na zdjęcia. Raz dwa i jesteśmy w Krakowie
Kraków
Na wjeździe do Krakowa od tej strony korzystamy z okazji i „łapiemy” dość nowy (ze stycznia tego roku) mural, którego jeszcze nie udało się wcześniej upolować.

Na bulwarach toczą się przygotowania do jutrzejszego smoczego widowiska, więc część przejazdów jest pozamykana. W końcu przejeżdżamy pod Wawelem i dalej bulwarami na Dąbie. Osoby przejeżdżające przez Kraków po raz pierwszy koniecznie powinny zaplanować tu dłuższy postój na zwiedzanie chociaż Wawelu i Rynku.


A my co robimy? Pogoda wciąż jest dobra. Mamy na licznikach m.w. 170 km. Jedziemy dalej? Jedziemy!
Niepołomice
Cały czas trzymamy się WTR i zmierzamy do Niepołomic. Po zeszłorocznych (?) rozbudowach asfaltu na WTR, aż do Brzegów jedziemy super przyjemnie wałem. Dalej wciąż musimy jechać drogą tak jak dawniej. Znowu na wał wjeżdża się za Grabiami. Na nieszczęście zaczyna mżyć. Czyżby deszcz nas w końcu dogonił? W końcu Smoczyca miała załatwić dobrą pogodę na wycieczkę, a zaplanowana była trasa Wisła – Kraków, a nie dalej. Więc wszystko się zgadza 😉 Żarty żartami, w deszczu jedzie się o wiele mniej przyjemnie. Ale nie narzekamy, bo przecież tak miał wyglądać cały dzień, a nie tylko popołudnie i to na „bonusowej” trasie.
Niepołomice witają nas deszczem. Przejeżdżamy przez nie więc szybko i przez Puszczę Niepołomicką kierujemy się na stację PKP w Kłaju.


Gdy dojeżdżamy na stację Kłaj na licznikach wybija 202km. Udało się i to dużo lepiej niż się spodziewaliśmy. W sumie gdyby nie deszcz i konieczność opcji powrotu, spokojnie moglibyśmy dobić do 250km jeszcze długo przez zmierzchem i bez bólu. Zwłaszcza gdyby w Niepołomicach wjechała kawa i jakaś przekąska, bo jednak od Skawiny nie było żadnego postoju.
Tak więc zrealizowaliśmy cel, o którym już myśleliśmy od jakiegoś czasu (czyli sprawdzić, czy przejedziemy 200km na raz), ale nam się nie chciało. Usatysfakcjonowani wsiadamy do pociągu – kolejne szczęście, bo zdążamy na wcześniejszy pociąg, o którym nawet nie myśleliśmy, a on przyjeżdża dosłownie po 3 minutach od naszego pojawienia się na stacji. Idealnie!
(Tylko dopowiemy, że był tak zatłoczony, że konduktor kazał nam wsiąść do zwykłego wagonu bez miejsca na rowery – wszyscy przyjęli to z obojętnością poza jedną kobietą, której żaden rower w żaden sposób nie zagrażał i nie przeszkadzał fizycznie. A na każdej stacji my lub ktoś inny z rowerami wysiadaliśmy i wsiadaliśmy z powrotem tak, żeby przepuścić innych pasażerów. Chcąc odciążyć innych i nie mogąc już znieść zaciętej miny tej kobiety, nie dojechaliśmy do dworca głównego, wymiękliśmy na Grzegórzkach)
To był bardzo intensywny i pełen emocji dzień. Na trasie nie było wielu atrakcji (a zwłaszcza takich nieznanych, które chcielibyśmy teraz zobaczyć), a i tak tyle się działo. Do domu wracamy z tarczą 🙂 Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
