W kolejnym dniu wyprawy wzdłuż Wisły naszym celem jest Bydgoszcz. Po drodze jest zielono zwłaszcza w rejonie Puszczy Bydgoskiej.
| Rodzaj trasy: | długodystansowa |
| Szlak: | Trasa po wałach wiślanych, EuroVelo 2, Wzdłuż Wisły w okolicy Torunia, Po Dolinie Wisły, Wiślana Trasa Rowerowa, inne fragmenty szlaków |
| Liczba kilometrów: | ok 70km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 660 m ↑ 630 m ↓ |
| Podłoże: | ubita ziemia, szutry, piaski, asfalt |
| Drogi: | wały Wisły, drogi polne, drogi o małym, średnim i dużym natężeniu ruchu |
| Atrakcje dodatkowe: | Toruń, ruiny zamku Dybów, Rezerwat Zbocza Dybowskie, Puszcza Bydgoska, Obszar Natura 2000 Dybowska Dolina Wisły, Solec Kujawski, Obszar Natura 2000 Solecka Dolina Wisły, Bydgoszcz (rynek, figurki myszek Molly, spichlerz, Wenecja bydgoska, Wyspa Młyńska, Młyny Rothera, opera), Las Gdański |
| Ślad GPX |
Z wielkim żalem opuszczamy Toruń wyposażeni w pierniki. Znowu musimy przedostać się na lewy brzeg Wisły, więc przejeżdżamy z powrotem mostem Józefa Piłsudskiego.
Ruiny Zamku Dybów
Zaraz po zjeździe z mostu trafiamy w zarośla i pod ruiny zamku Dybów. Zamek ten został zbudowany z inicjatywy króla Władysława Jagiełły w latach ok. 1424–1428 jako polska twierdza naprzeciw krzyżackiego Torunia. Miał kontrolować Wisłę i stanowić punkt graniczny.


Szlak Wzdłuż Wisły w okolicy Torunia
Spod zamku Dybów wydostajemy się uroczym singielkiem brzegiem Wisły.


Warto się tu po chwili zatrzymać, żeby jeszcze raz rzucić okiem na Toruń.


Dalej trzymamy się tego szlaku. Pierwotnie planowaliśmy (i przez chwilę tak nawet jedziemy) wybór Wiślanej Trasy Rowerowej, jednak ona wiedzie wałem, po czym odbija w głąb Puszczy Bydgoskiej i to pod górę. My pozostajemy na szlaku Wzdłuż Wisły w okolicy Torunia i bardzo to sobie chwalimy.


Zbocza Dybowskie i Puszcza Bydgoska
Jedziemy skrajem Puszczy Bydgoskiej przez rezerwat Zbocza Dybowskie. Bez ostrego (ale bardzo krótkiego) podjazdu się jednak nie obyło. Ale cieszymy się, że zdecydowaliśmy się na ten szlak – jedziemy przez zieleń czasami leśną drogą, czasami singielkiem mając po prawej widok ze skarpy na Wisłę.


Wesoło się robi po chwili, bo szlak rowerowy wiedzie równo ze szlakiem pieszym i na dwóch fragmentach (krótkich) jest zdecydowanie bardziej pieszy – ostre zejście między drzewami. Ale spokojnie można się tu przedostać z rowerem, nie trzeba szukać dróg alternatywnych.


Wszędzie pięknie pachnie majem – szczególnie konwaliami ale nie tylko.

Teraz musimy „przeskoczyć” na drugą stronę DK10 – naszej „ulubionej” drogi. Nie jest prosto, ale w końcu udaje się nam doczekać do luki między samochodami i szybko przejeżdżamy na drugą stronę. Tutaj las jest bardziej uporządkowany, a my jedziemy szeroką drogą z szutrami premium. Szkoda tylko, że ten fajny szlak rowerowy Wzdłuż Wisły w okolicy Torunia nagle kończy się na mapie pośrodku lasu. No nic, jedziemy dalej. I jedzie się bardzo dobrze aż docieramy do torów. Jazda wzdłuż torów to powtórka z rozrywki z poprzednich dni – piasek, piasek i piasek. Równolegle do nas po drugiej stronie torów wiedzie Wiślana Trasa Rowerowa – ciekawe, czy też tak piaszczysta.

Solec Kujawski
Przy przejeździe kolejowym łączymy się z Wiślaną Trasą Rowerową i dalej jedziemy asfaltem. Nie cieszymy się jednak za bardzo, bo szlak WTR jest zaprojektowany tak, że wymaga przejechania ok 200m drogą DK10, na której jest niby ograniczenie do 70km/h (to i tak dużo, dużo za dużo), a tiry pędzą ile wlezie. Sama próba przedostania się z jednej strony drogi na drugą, żeby przejechać po trawie przed lasem po drugiej stronie, to próba charakterów. Szczęśliwie udaje się nam przebiec bez uszczerbku na zdrowiu i życiu.


Wjeżdżamy w mniej ruchliwą drogę, ale też jest to średnio przyjemne. Dołącza się do nas jakiś lokals na rowerze jadący do Solca co pracy. Pozdrawiamy!
Jedziemy asfaltową drogą z samochodami przez las, dalej przez rejon przemysłowy. Jako że Solec związany jest z solankami i handlem solą w średniowieczu, najpierw podjeżdżamy pod małą tężnię. Kolejno kierujemy się na rynek i w poszukiwaniu kawiarni. Zwiedzamy mało okazałe osiedla miasta podążając za propozycjami kawiarniano-restauracyjnymi z mapy. Wszystko zamknięte.


Z Solca wyjeżdżamy z wielką przyjemnością – cały czas ścieżką rowerową. Mijamy piaszczystą górkę (wydmę?) Białą Górę – lokalną atrakcję.

Ścieżka rowerowa prowadzi nas aż do ostatniego zakrętu w Otorowie. Tutaj znika. Za zakrętem stoi tablica „Bydgoszcz”. I zaczyna się kolejna niebezpieczna jazda.
Bydgoszcz
Do Bydgoszczy wjeżdżamy dużą drogą z wszystkimi samochodami i tirami (ale się wszyscy musieli na nas denerwować), na dodatek rozkopaną, więc nawet pobocza nie było. Koszmar przypominający wjazd do Krakowa Igołomską lata temu przed remontem. A nawet gorzej, bo wzdłuż Igołomskiej był chodnik. Tutaj pozostała nam tylko jazda równo z samochodami i tirami.
Wreszcie udaje się nam gdzieś zjechać na jakiś chodnik, nawet jakaś ścieżka rowerowa na chwilę się pokazuje, potem znika. W końcu ścieżką jedziemy wzdłuż Trasy Uniwersyteckiej. Chcemy przejechać przez Park Wolności, tu powinno być przyjemniej. I owszem, jest przyjemnie, ale park kończy się schodami – długimi… Wypatrujemy ścieżkę wzdłuż płotu i przez krzaki bzu przedostajemy się w kierunku ul. Kujawskiej. W końcu wjeżdżamy do centrum.
Nad Brdą i Stary Rynek
Najpierw trafiamy na Rybi Rynek, a dalej ulicą Podwale i Krętą na Stary Rynek.

Tu nad Brdą robi się lepiej i mniej negatywnie patrzymy na miasto. Dodatkowo pocieszamy się myślą o naleśnikach w Manekinie (w Bydgoszczy są aż dwa lokale) – może tym razem na słodko? Albo najpierw wytrawny, a potem słodki po połowie na deser?

Na Starym Rynku i w jego okolicy już nam się dość podoba. Kamienice są ładne, zadbane i kolorowe (choć dużo, dużo mniej wymyślne niż np. w Toruniu).


Znajduje się tu też oczywiście ratusz, a w rogu rynku stoi Katedra św. Marcina i Mikołaja.

Po drodze wyszukujemy figurek Myszki Molly. Jest ich w Bydgoszczy kilkanaście, z czego tylko część jest w ścisłym centrum. Więcej ich znajdziecie tutaj. Jest nawet myszka na rowerze!

Wenecja Bydgoska i Wyspa Młyńska
Kolejny obowiązkowy do zobaczenia punkt w Bydgoszczy to tzw. Wenecja Bydgoska. Szczerze? Miejsce ma potencjał, ale na razie straszy i smuci. Niewiele jest ładnych budynków nad tym kanałem i ciężko znaleźć kadr, który byłby ładny. Stare, odrapane lub nawet rozpadające się budynki stanowczo wymagają remontu. Może za kilka/kilkanaście lat będzie tu ładnie?


Żeby zobaczyć Wenecję Bydgoską przejeżdżamy Kładką Krzysztofa Klenczona na Wyspę Młyńską. Kładka Wenecji Bydgoskiej ma tylko schody. Na wyspie jest całkiem ładnie – bardzo zielono. Są tu zlokalizowane majestatyczne Młyny Rothera – po skończonej renowacji będą ładną wizytówką miasta. Stąd też ładnie widać operę – bardzo ciekawy architektonicznie budynek.


Wydostajemy się z Wyspy Młyńskiej z powrotem przez Rynek (kładka przy operze też ma tylko schody) i dalej Mostem Staromiejskim przez Brdę na drugą stronę miasta. Na moście koniecznie trzeba się zatrzymać – tu uchwycić można najładniejszy kadr w Bydgoszczy na spichlerze nad Brdą i napis „Bydgoszcz”.


Jedziemy dalej w poszukiwaniu Myszek Molly i dalej przed siebie, Co ciekawe, to tu w Dzielnicy Muzycznej wreszcie natrafiamy na ładne oblicze miasta z pięknymi, odnowionymi kamienicami.
Dalej ścieżkami rowerowymi wydostajemy się z miasta. Jedziemy skrajem Lasu Gdańskiego. pierwotnie chcieliśmy do niego wjechać głębiej, ale zaczyna straszyć deszczem (na straszeniu się skończyło, uf). Jest tu bardzo dużo szlaków turystycznych pieszych.

Dojeżdżamy przed deszczem do Brdyujścia, gdzie mamy nocleg niedaleko Politechniki Bydgoskiej.

Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
