Po noclegu na Obidzy wracamy do Szczawnicy. A po drodze całe Małe Pieniny i szczyt z Korony Gór Polski: Wysoka.
| Rodzaj trasy: | od punktu A do punktu B |
| Szlak: | niebieski + żółty (+ małe odejścia bez szlaku lub innymi szlakami) |
| Liczba kilometrów: | 22 km |
| Trudność: | łatwa |
| Przewyższenia: | 752 m ↑ 1157 m ↓ |
| Schroniska: | Bacówka na Obidzy, schronisko pod Durbaszką |
| Atrakcje dodatkowe: | widoki na Beskid Sądecki, Tatry i Pieniny, tor saneczkowy na Palenicy |
| Trasa: | Obidza – Wysoka – schronisko pod Durbaszką – Wysoki Wierch – Szczawnica |
| Szczyty: | Syhła (935 m n.p.m.), Szczob (920 m n.p.m.), Jaworzyna (1001 m n.p.m.), Wysoka (1050 m n.p.m.), Stachurówki (910 m n.p.m.), Borsuczyny (939 m n.p.m.), Durbaszka (934 m n.p.m.), Wysoki Wierch (898 m n.p.m.), Cyrhle (774 m n.p.m.), Witkula (736 m n.p.m.), Szafranówka (742 m n.p.m.), Palenica (722 m n.p.m.) |
| Pasmo górskie: | Pieniny |
| GOT: | 24 punkty |
Bacówka na Obidzy
Po spokojnej i cichej nocy na jednym z noclegów na Przełęczy Obidza dzień rozpoczynamy na tarasie Bacówki na Obidzy pysznym śniadaniem. W takiej pogodzie i z takim widokiem wszystko smakuje lepiej, a zarówno jajecznica, jak i omlet są po prostu bardzo smaczne i pożywne. Porcje są dość duże, a za całość z latte i herbatą zapłaciliśmy 64zł.


Już na starcie znajdujemy się na ok 930 m n.p.m., więc wędrówki nie będzie trzeba zaczynać od długiego podejścia do góry, a jedynie od wdrapania się kawałek pod górkę asfaltem do rozejścia szlaków.


Z Obidzy na Wysoką
Z Obidzy na Wysoką idziemy cały czas granicą polsko-słowacką. Trochę idziemy przez las, trochę przez hale z widokami a to na jedną a to na drugą stronę. Przed długi czas wędrujemy całkiem sami, a właściwie to aż do podejścia na Wysoką będziemy mijać niewielu innych piechurów.


Pierwsze charakterystyczne miejsce z przepięknym widokiem na całą naszą dzisiejszą trasę przez Małe Pieniny, a także dalej na Trzy Korony i Gorce, a po prawej na pasmo Radziejowej i wczorajszą trasę, to Przełęcz Rozdziela u góry Białej Wody. Nasz niebieski szlak krzyżuje się tu ze szlakiem żółtym z Jaworek.


Po drodze takich miejsc z pięknym widokiem jest wiele. Trafiamy też na poletko zimowitów.


W większości idziemy właśnie przez hale szeroką ścieżką, ale są też fragmenty zalesione z wąską ścieżką – zwłaszcza gdy mijamy szczyty i skały.

Największa atrakcja dzisiejszego dnia właśnie jest przed nami. I nie, nie mówimy tu o Wysokiej. Trafiamy na halę, na której przeganiane są akurat owce i część z nich nawet zagradza nam przejście na ścieżce 🙂 Czy jest bardziej beskidzki widoczek niż stado owiec na hali z widokiem na jedno z górskich pasm? Aż chce się tu zostać, a nie iść dalej!



Wysoka
Kawałek dalej trafiamy na ostatnią halę przed Wysoką. Z tej perspektywy widać, że jej nazwa nie kłamie 🙂 Przed nami jeszcze przejście przez las wąską ścieżką i włączamy się do zielonego szlaku od Wąwozu Homole, którym ostro pod górę idziemy wyślizganą ścieżką ostatni fragment. Jest to ten szlak, którym zdobywaliśmy Wysoką poprzednio i jest to najkrótszy (choć nie najłatwiejszy) szlak na szczyt. A co za tym idzie, cisza i spokój na szlaku zupełnie zanika, pojawia się coraz więcej ludzi.

Od skrzyżowania szlaków do szczytu jest jeszcze ok 10 minut ostro pod górę po kamieniach i skałach. Po drodze są 3 ciągi schodów dla ułatwienia. Można też zrobić mały postój na punkcie widokowym.


A na samej Wysokiej dużo ludzi. Ale jakie widoki! Dzisiaj widoczność jest chyba jeszcze lepsza niż wczoraj. Opłacało się tu przyjść 🙂




Schronisko pod Durbaszką
Po zejściu z Wysokiej dalej kierujemy się niebieskim szlakiem na zachód. Pokonujemy jeszcze 2 małe podejścia i zejścia po kamieniach i skałach przez Kapralową Wysoką, Stachurówki i Borsuszycy. Po czym wychodzimy na dość płaską szeroką drogę i halę z widokiem na Beskid Sądecki, na którym wypatrujemy nadajnika na Przehybie (bo schronisko jest ledwo widoczne) i wieży widokowej na Radziejowej.


Na Dubraszce ustawione jest sporo ław i ławek, gdzie można odpocząć i napawać się widokiem. Korzystamy z nieoficjalnego skrótu i tu schodzimy wzdłuż wyciągu, żeby nie nadkładać drogi i nie musieć się później cofać. Bo teraz naszym najbliższym celem się schronisko pod Durbaszką.


Szarlotka jest całkiem smaczna, a kawa bardzo dobra. Widok na pasmo Radziejowej też dodaje im kilka punktów w rankingu 🙂

Po deserze i uzupełnieniu wody ruszamy w dalszą wędrówkę. Tym razem wracamy na niebieski szlak od razu kierując się na zachód i korzystając z czarnego szlaku. Dzięki temu mamy poczucie ciągłości marszu cały czas przed siebie bez cofania się po własnych śladach. No i skracamy sobie w ten sposób trochę drogę 🙂

Dalej idziemy falującym terenem cały czas szeroką drogą przez hale. Z prawej towarzyszy nam w dalszym ciągu pasmo Radziejowej, a z lewej Tatry. Na wprost w oddali skrywają się Trzy Korony. A na pierwszym planie mamy kolejny cel wycieczki: Wysoki Wierch.



Wysoki Wierch
Na Wysoki Wierch trzeba odbić z niebieskiego szlaku kierując się żółtym szlakiem pod górkę w lewo. Ale nie oszukujmy się: to tylko dodatkowe 10 minut i jakieś 50 metrów przewyższenia, a robi robotę. Przed nami pojawia się całe pasmo Tatr.


Bierzemy przykład z innych turystów i ponownie nie cofamy się znakowanym szlakiem po własnych śladach, tylko korzystamy z jednej z wydeptanych ścieżek, żeby zejść ze szczytu na skróty dalej na zachód.


Od Wysokiego Wierchu do Szafranówki
Na kolejnym fragmencie niebieskiego szlaku widoki wciąż cieszą. Pod Huściawą u wylotu żółtego szlaku ze Szlachtowej są ustawione nawet ławki oferujące widok na Tatry. Podobne ławeczki spotykamy jeszcze kilkukrotnie.


Wchodzimy w las i mijamy Jarmutkę. Przy okazju okazuje się, że na chwilę gubimy szlak (nie my jedyni), ale szybko go odnajdujemy. Im bliżej jesteśmy końca wycieczki, tym wyraźniej odsłania się widok na Szczawnicę.

Ale nie cały czas jest tak lekko i przyjemnie. Pod koniec wędrówki niebieskim szlakiem (zaraz będziemy skręcać na żółty) pojawia się niespodzianka: kolejne podejście na skalisty szczyt, a następnie zejście z niego.


Po takich przygodach docieramy do Szafranówki, na której żegnamy się z niebieskim szlakiem, którym kroczyliśmy od rana. Przed nami już tylko ostatnie 2 kilometry wycieczki i zejście żółtym szlakiem do Szczawnicy.

Palenica
Żółty szlak wiedzie przez Palenicę. Wkraczamy tu do krainy gier i zabaw mimo że nie ma śniegu. W zimie stoki te zamieniają się w raj dla narciarzy, natomiast teraz można pojeździć torem saneczkowym i odkryć liczne zwierzęta i grzyby poustawiane w różnych miejscach.


Jest tu też bar (ale niestety z typowo barowym fastfoodem i piwskiem bez zwykłych dań obiadowych) i oczywiście górna stacja wyciągu.


Wedle drogowskazu od górnej stacji żółtym szlakiem na dół do dolnej stacji mamy schodzić 35 minut. Nam to zajmuje 15 minut, a i tak mijają nas osoby zbiegające (dosłownie) znacznie szybciej. Przy czym nie idzie się tu wygodnie, bo jest stromo i w wielu miejscach kamieniście. Na dodatek kilka razy trzeba przejść pod krzesełkami wyciągu. I ciekawy efekt: gdzieś w połowie zejścia włącza się inna akustyka i zaczyna być słychać cywilizację na całego z ruchem aut itd. Żegnaj wcześniejsza ciszo 🙂
Szczawnica
W Szczawnicy nad Grajcarkiem kończy się nasza przygoda. Dochodzimy jeszcze na parking przy Palenicy, który miał być startem i końcem naszej dwudniowej wycieczki (a czemu nie jest, przeczytacie w relacji z wczoraj). Z ciekawości sprawdzamy jeszcze cenę wyciągu na Palenicę: normalny bilet w jedną stronę kosztuje 32 zł. Więc jeśli zejście miało trwać 35 minut, to wyceniają minutę zejścia na złotówkę 🙂

Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
