Jeszcze nie w pełni gotowa, ale już można ją przejechać korzystając z alternatywnych objazdów. O czym mowa? O trasie rowerowej Velo Skawa.
| Rodzaj trasy: | długodystansowa |
| Szlak: | Velo Skawa (wersja aktualna bazująca na zrobionych odcinkach szlaku i na szlaku Greenways Bursztynowy Szlak) + Velo Łączany + Wiślana Trasa Rowerowa |
| Liczba kilometrów: | ok 120 km |
| Trudność: | łatwa/średnia (póki nie zrobią w pełni oficjalnej wersji, jest kilka stromych podjazdów) |
| Przewyższenia: | 630 m ↑ 780 m ↓ |
| Podłoże: | asfalt, szuter, ubita ziemia |
| Drogi: | ścieżki rowerowe i pieszo-rowerowe, drogi o małym, średnim i dużym natężeniu ruchu, wały Skawy i Wisły, drogi leśne |
| Atrakcje dodatkowe: | Zamek w Suchej Beskidzkiej, wieża widokowa i dwór w Dąbrówce, Jezioro Mucharskie, Wadowice (rynek, dom rodzinny Jana Pawła II), Zator (rynek, zamek, Zatorlandy, figurki karpików), opactwo Benedyktynów w Tyńcu |
| Ślad GPX |
Zaglądamy na stronę internetową Małopolski, żeby znaleźć ciekawe propozycje tras rowerowych. Może tym razem Velo Skawa? Jeszcze nie jest dokończona, ale na stronie jest propozycja gpx-u z wykorzystaniem alternatywnych objazdów. Na razie gotowe są tylko (albo już!) odcinki Wadowice-Świnna Poręba i Podolsze-Łączany. Reszta trasy przebiega z wykorzystaniem innych szlaków rowerowych i w ruchu ogólnym. Czyli da się przejechać! OK, to jedziemy!
Sucha Beskidzka
Kupujemy bilety z kilkudniowym wyprzedzeniem i rano wsiadamy w pociąg POLREGIO z Krakowa do Suchej Beskidzkiej. W niedzielę o 9:30 miasto jeszcze jest puste, więc szybko przejeżdżamy z dworca PKP na rynek, gdzie spotykamy Smoka Kicka.




Skoro już jesteśmy w mieście i to na rowerach, a nie tylko przejazdem w drodze w Beskid Mały lub Żywiecki, postanawiamy podjechać pod zamek. Zamek w Suchej Beskidzkiej jest zamkiem renesansowym, który swoim wyglądem bardzo przypomina Wawel i Zamek w Niepołomicach. Nazywany jest nawet „Małym Wawelem”. O ile nie znosimy, jak wszystkie miejsca w Polsce muszą się nazywać w odniesieniu do innych miejsc na świecie („krakowskie Malediwy”, „Wenecja północy”, „krakowska Amazonka” i inne głupoty), bo polskie nie znaczy gorsze, a nazywający ewidentnie nigdy nie widział tamtych miejsc, to jednak w tym miejscu nazwa potoczna jest adekwatna. Patrząc na krużganki zamku w Suchej od razu ma się skojarzenie z tymi na Wawelu. Był świadomie wzorowany na krakowskiej rezydencji królewskiej, stąd to podobieństwo.


Teraz już wjeżdżamy na oficjalną trasę. Najpierw pod torami i mostem nad Skawą. A zaraz za mostem/kładką czeka nas ostry podjazd pod górę.


Aż do Zembrzyc jedziemy trawersem góry Mioduszyny. Górzystość nie powinna tu dziwić, wszak jesteśmy w Beskidzie Małym! Trochę po asfalcie, mijając co jakiś czas domy, a trochę przez las ubitą, szutrową drogą.
Jezioro Mucharskie
Tuż za Zembrzycami zaczyna się Jezioro Mucharskie, przez które przepływa Skawa. Tu niestety musimy jechać w ruchu ogólnym z samochodami, więc nawet nie można zatrzymać się, popatrzeć na jezioro czy zrobić zdjęcie. W początkowym fragmencie tego odcinka zresztą niewiele widać, tak mało jest wody w zbiorniku. Dopiero od pewnego momentu zaczyna się ładny widok na jezioro. Uwagę zwracają tu też mosty kolejowe i drogowy – przez ten drogowy zresztą przejeżdżamy.

Zaraz za mostem skręcamy w lewo i tu na moment zbaczamy z oficjalnego śladu gpx. Próbujemy podjechać pod wieżę widokową w Dąbrówce. Przy pierwszej próbie się to nie udaje, bo ktoś ogrodził przejazd. Dopiero po wyjeździe na górę w tej miejscowości, możemy zjechać nad jezioro do wieży. Wstęp na nią kosztuje 2zł, ale trzeba przyznać, że jest warto. Mamy idealną widoczność i możemy dojrzeć m.in. Babią Górę na południu czy Leskowiec na zachodzie.



Tuż przy wieży widokowej znajduje się też ciekawy budynek – dwór Łubieńskich. Początkowo wybudowany został w XVI wieku, a obecną formę uzyskał po kilku rozbudowach i renowacjach. Ostał się oryginalny murowany parter, natomiast piętro odbudowano w 1917r z drewna. Co ciekawe, wtedy stał on całkiem w innym miejscu! Do Dąbrówki przeniesiono go niedawno, po tym jak został rozebrany podczas budowy zbiornika w Świnnej Porębie (czyli Jeziora Mucharskiego właśnie).


Wracamy na szlak i teraz czeka nas trochę podjazdów – w tym ten największy na dzisiejszej trasie. Cały czas jedziemy asfaltem w ruchu ogólnym, więc niestety mija nas sporo samochodów (ale nie jest bardzo źle). Co jakiś czas mamy bajkowe widoki na jezioro.

Najwyższy punkt trasy osiągamy w Leśniówce, gdzie przy drodze stoi wiatka, pod którą można sobie usiąść i odpocząć po wysiłku (zwłaszcza na takim słońcu jak dzisiaj). A następnie aż do zapory w Świnnej Porębie czeka nas dłuuuuugi zjazd – tylko uważajcie na samochody!

Wadowice
Przy zaporze w Świnnej Porębie wjeżdżamy już na gotowy fragment Velo Skawa. Przez jakieś 4-5km jedziemy idealną asfaltową ścieżką rowerową. Co kawałek mijamy ławki, a na dodatek mijamy plac zabaw, lodziarnię i cukiernię. Nic dziwnego, że jest tu sporo rowerzystów, zwłaszcza z dziećmi.
Ze ścieżki wyjeżdżamy prosto na parking przy stadionie miejskim w Wadowicach. Teraz ulicami miasta musimy przedostać się na rynek. A na rynku oczywiście przerwa na rozpustę w kawiarni 🙂




Dolina Karpia
Wyjeżdżamy z Wadowic i praktycznie od razu trafiamy do Doliny Karpia – już tu zaczynają się stawy hodowlane.
Trzymamy się tego alternatywnego szlaku, więc jedziemy lokalnymi dróżkami. Chcemy jednak zboczyć do Zatoru, więc w Grodzisku przejeżdżamy przez Skawę i trafiamy na docelowy przebieg szlaku.


Wciąż jedziemy lokalnymi dróżkami, jednak tu przejeżdżamy bliżej stawów, nad którymi można sobie zrobić przyjemną przerwę w ciszy i blisko natury.


A nawet trafiamy na MOR i mapę ze szlakami Doliny Karpia!


Zator
O tym, że zbliżamy się do Zatoru, wiemy od razu. Zza drzew patrzy na nas dinozaur! A zaraz obok prężą się na stawie centaury i greccy bogowie.


W samym mieście poszukujemy figurek karpików. Jest ich tu 8. Do tego na rynku stoi kolorowa rybka ze szlaku Doliny Karpia.


Z innych atrakcji zatorskich, trafiamy pod tężnię. Znajdujemy też piękną, artystycznie rzeźbioną ławkę, a nawet jeden mural.



A w samym centrum miasta wjeżdżamy oczywiście na rynek. Tuż obok znajduje się ciekawy architektonicznie (jakby ucięty w połowie) kościół św. Wojciecha i Jerzego i zamek (a właściwie to pałac –> pałac Potockich). Pierwszy średniowieczny zamek w tym miejscu zbudowany był już w XV wieku, kolejne budowle budowano i przebudowywano w stylu barokowym i neogotyckim.


Wały Skawy i Wisły
Tuż za wyjazdem z Zatoru, w Podolszu wskakujemy na asfaltowy wał Skawy. Pojawiają się tu nawet oznaczenia Velo Skawa.


Nawet gdy Skawa już wpływa do Wisy, my dalej jedziemy pięknym asfaltowym wałem – teraz wzdłuż Wisły. Oznaczenia Velo Skawa i ten nieprzerwany asfalt towarzyszą nam aż do Łączan. Gdyby tylko nie wiało nam akurat w twarz, można by tu „płynąć”.




Velo Łączany
W Łączanach zjeżdżamy z wału w prawo i kawałeczek musimy przejechać zwykłą drogą. I to niestety dość ruchliwą, co znacznie utrudnia kolejny skręt, tym razem w lewo w boczną uliczkę. Ale nie jest to długi fragment, a już po chwili trafiamy znowu na wały, tym razem kanału Skawina-Łączany. Jest to też nowa trasa rowerowa, Velo Łączany. Piękny asfalcik przez większość czasu, przez co pojawia się tu sporo rowerzystów. Na wjeździe na wał otwarte są dwa ogródki z lodami – pełny relaks. I na pewno jest to fajna alternatywa dla WTR na tym fragmencie: raz że coś nowego, dwa że w pełni bezpiecznie po wale (WTR w Ochodzy i Kopance prowadzi drogami z autami).


WTR
W Skawinie kończy się Velo Skawa i Velo Łączany. Koniec przygody i poznawania nowego. Teraz już został nam przejazd do Krakowa – wybieramy opcję Wiślaną Trasą Rowerową przez Tyniec. Ile tu ludzi! Poprzednie 100 km nas tak nie zmęczyło jak te ostatnie 15 km (zwłaszcza psychicznie) w slalomie między ludźmi i byciu wymijanym przez kolarzy na treningach. Ale ufff dotarliśmy.

Zarówno Velo Skawa, jak i Velo Łączany bardzo nam się podobały. To były super górskie widoki w Beskidzie Małym, piękne stawy w Dolinie Karpia i wygodne asfalty na wałach Skawy i Wisły. Warto już teraz wybrać się na ten szlak. A jak dobudują brakujące fragmenty ścieżek i otworzą oficjalnie całą trasę, na pewno tu wrócimy.
Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
