Kolejne obowiązkowe punkty do zobaczenia w Karkonoszach obok Śnieżki, Szrenicy i Śnieżnych Kotłów? To jak najbardziej Kocioł Małego i Wielkiego Stawu – do zobaczenia z dołu i z góry. Tym razem wędrujemy górą.
| Rodzaj trasy: | pętla |
| Szlak: | żółty + czarny + niebieski + żółty + czerwony + żółty + zielony |
| Liczba kilometrów: | 19 km |
| Trudność: | średnia |
| Przewyższenia: | 810 m ↑ 810 m ↓ |
| Schroniska: | Strzecha Akademicka, Dom Śląski, Lucni Bouda |
| Atrakcje dodatkowe: | widoki na Śnieżkę, Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską, Kocioł Małego i Wielkiego Stawu, formacje skalne Słoneczniki i Pielgrzymy, ruiny schroniska Księcia Henryka |
| Trasa: | Karpacz – Strzecha Akademicka – Dom Śląski – Lucni Bouda – Słoneczniki – Pielgrzymy – Karpacz |
| Szczyty: | Kopa (1342 m n.p.m.), Kopa nad Moreną (1390 m n.p.m.), |
| Pasmo górskie: | Karkonosze |
| GOT: | 24 punkty |
Podobnie jak na Śnieżkę, punktem startowym jest okolica dolnej stacji kolei linowej Zbyszek. Dostać się tu można jednym z autobusów jadących z centrum Karpacza (przystanek Kopa) lub zaparkować samochód na jednym z miejskich parkingów (40zł/dobę).
Tym razem wybieramy szlak żółty. Szlak żółty i szlak czarny mają jeden punkt kasowy, gdzie kupujemy bilety wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego. Jeżeli zależy nam na konkretnym szlaku, trzeba tu pilnować, żeby dobrze przejść. Nam zależy, ponieważ chcemy przejść przez schronisko Strzecha Akademicka, które jest omijane na szlaku czarnym.
Strzecha Akademicka
Żółtym szlakiem idzie się cały czas szeroką drogą po szutrze. Ostatnie metry są już brukowane, bo szlak żółty wchodzi na drogę na Śnieżkę, którą pojazdy z pozwoleniem mogą wyjechać spod kościoła Wang aż pod Dom Śląski (a właściwie to na samą Śnieżkę).


W Strzesze Akademickiej zamawiamy i testujemy szarlotkę. Smakuje bardzo podobnie jak ta w Samotni (jest dużo cynamonu), tyle że bez śmietany.

A widoki sprzed schroniska są bardzo przyjemne – na Karpacz i Kotlinę Jeleniogórską oraz ścianę Kotła Małego Stawu i Słoneczniki. Tam u góry jeszcze dzisiaj będziemy!


Biały Jar, Kopa i Dom Śląski
Spod Strzechy Akademickiej idziemy dalej żółtym szlakiem. Nie pomylcie się tak, jak na początku my – ten najbardziej wyraźny i zachęcający do wędrówki to szlak niebieski. Też jest fajny, ale my koniecznie chcemy dostać się do Białego Jaru, więc wybieramy szlak żółty. Biegnie wąską ścieżką przez polanę koło ławek.
Dlaczego nam na nim zależało? Żeby trafić do Białego Jaru, gdzie trzeba przejść po kamieniach przez bród na Złotym Potoku. Stojąc tu, łatwo można sobie wyobrazić zagrożenie lawinami w tym miejscu. Robi to wrażenie. A chwila ochłody nad potokiem to dodatkowy plus na dzisiejszy upał.

Dalej wędrujemy znowu szeroką drogą, szlakiem czarnym i docieramy na Kopę do górnej stacji kolejki linowej Zbyszek. Stąd do czerwonego głównego szlaku jeszcze jest kawałek, ale cały czas mamy widok na Śnieżkę i Dom Śląski z takiej mniej typowej perspektywy.

Na tym szlaku (jak i zapewne na całości czarnego szlaku od początku z Karpacza, czyli na tzw. Śląskiej Drodze) pojawiają się co jakiś czas niewielkie stanowiska informacyjne. Tu poczytać można m.in. o cietrzewiu.

Czerwonym szlakiem podchodzimy pod Dom Śląski i Śnieżkę. Ale jako że byliśmy tu wczoraj, nie wstępujemy do środka ani nie idziemy na górę, tylko odbijamy niebieskim szlakiem do Czech.

Lucni Bouda

Na niebieskim szlaku najpierw przechodzimy między kosodrzewiną, po czym wychodzimy na podmokłe łąki, przez które prowadzą charakterystyczne drewniane mostki. Tutaj koniecznie trzeba przystanąć i obejrzeć się za siebie – Śnieżka od tej strony prezentuje się całkiem inaczej niż gdy patrzymy na nią od polskiej strony nad Kociołem Łomniczki.
Po niedługim spacerze przez płaskie mokradła, robimy postój w czeskim schronisku Lucni Bouda. Teraz, po remoncie, właściwie to nie jest już schronisko. Zamiast niego jest tu hotel i browar. Co ciekawe, część gastronomiczna jest samoobsługowa – i nie chodzi tu o samodzielnie przynoszenie i odnoszenie zamówionego jedzenia, a o samodzielne nakładanie na talerz czy nalewanie piwa/kofoli. Jest to rozwiązane w ten sposób, że za jedzenie (bułki, kawałki ciasta, rzeczy w opakowaniach) płacicie jak w sklepie normalnie. Za napitki z nalewaka płacicie i nalewacie trochę jak na stacji benzynowej tylko że z limitem pojemności.



Kocioł Małego i Wielkiego Stawu
Spod Lucni boudy wracamy do Polski najkrótszą drogą czyli żółtym szlakiem. Ponownie trafiamy na czerwony szlak – główny szlak sudecki.
Idziemy raczej wąską ścieżką po bruku i kamieniach. Z każdym krokiem zmienia się perspektywa, żeby w końcu otworzył się pełny widok obejmujący Mały Staw wraz z leżącą nad nim Samotnią, powyżej Strzechę Akademicką, a jeszcze wyżej Śnieżkę. Czyż to nie jest piękne?


Z żalem opuszczamy to miejsce i wędrujemy dalej nad Wielki Staw – miejsce dla nas szczególnie ważne. Przez lata nic się tu chyba nie zmieniło, co bardzo nas cieszy. Tu można poczuć, że ma się Świat u stóp 😉

A tuż obok – łatwe do przeoczenia, gdy się skupiamy na pięknym widoku – ruiny schroniska księcia Henryka. W XIX wieku był to podobno najbardziej eklskluzywny obiekt w Sudetach. Po wojnie schronisko nie zostało ponownie otwarte, a wkrótce potem spłonęło w pożarze. A może szkoda, bo nocleg w takim miejscu byłby nie lada gratką. Poczytać o tym można w kryminale Sławka Gortycha „Schronisko, które przestało istnieć”

Słoneczniki i Pielgrzymy
Z punktu widokowego nad Wielkim Stawem kontunuujemy marsz czerwonym szlakiem aż do ciężkiej do przeoczenia formacji skalnej. Są to Słoneczniki.

Tu wchodzimy na żółty szlak schodzący w dół początkowo dość stromo po kamieniach. Wejście na ten szlak znajduje się po prawej stronie od Słoneczników. Oprócz kamieni na trasie, na bardziej płaskich fragmentach, napotkamy tu drewniane kładki, które bardzo ułatwiają przejście.

Sporo niżej po przejściu ok 1km trafiamy na kolejne skały – Pielgrzymy. Tu skał jest więcej i znajdują się po obu stronach szlaku.


Na koniec wychodzimy na Polanę, z której w oddali widać Śnieżkę. Z kolei na zakręcie po lewej stronie dostrzec można kolejną skałę – Koci Zamek. I w ten sposób dochodzimy do połączenia szlaków żółtego (którym schodziliśmy), zielonego (biegnącego podobnie, ale bez atrakcji w postaci skał) i niebieskiego (tego z Samotni). Na koniec z szerokiej drogi skręcamy w prawo w wąską ścieżkę między drzewami i zielonym szlakiem schodzimy do punktu startowego w Karpaczu.

Do zobaczenia na kolejnym smoczym szlaku!
Wesprzyj Smoka na Suppi lub postaw kawę!
